sobota, 28 lipca 2012

[2] - Ty sobie chyba nawet nie zdajesz sprawy z tego jakie masz szczęście!

 Mikayla..
 Będzie dobrze. Na pewno będzie dobrze. Czemu miałoby być źle?. Pracę masz już przecież załatwioną. Wszystko będzie okey, nie martw się.
  Powtarzałam sobie to ciągle w myślach, spoglądając na wieżę Eiffla. Było już po drugiej w nocy, a ja - mimo iż doskonale wiedziałam, że potrzebuje snu - nie potrafiłam się zmusić do zaśnięcia. Gdy tylko zamykałam oczy, umysł podsuwał mi różne propozycje jutrzejszego dnia. Od nieudanej próby po złamanie nogi, schodząc po schodach. Drżałam ze strachu i stresu. Czekałam pół roku aż skończę 18 lat, będę mogła wyjechać i zacząć pracować jako tancerka u Roberta Vivo ( ! ), a teraz chętnie zgodziłabym się cofnąć o te pół roku.
  Zagryzłam wargę, po czym wstałam z łóżka. Skoro i tak nie mogę zasnąć, wykorzystam ten czas, najlepiej jak się da.
  Mieszkałyśmy w tak ogromnym apartamencie, że trudno było wymienić nazwę pomieszczenia, którego brakowało. Wczoraj po zakupach rozglądnęłam się trochę po mieszkaniu i pokochałam je całym sercem. Schodząc bezszelestnie po schodach, dziękowałam Clarie za wybranie tego, a nie innego domu.
  Kilka godzin później...
  Ściszyłam muzykę, słysząc walenie w drzwi. Odgarnęłam z czoła kosmyk czarnych włosów, po czym przekręciłam klucz w drzwiach, wpuszczając Clarie. Dziewczyna wpadła do sali tanecznej, wpatrując się we mnie. Jej wściekłość była niemal namacalna.
  - Wiesz która godzina?! - wyszeptała cicho, drżącym z emocji głosem.
  Wzruszyłam ramionami.
  - Nie - odparłam, sięgając po butelkę wody. Clarie okazała się jednak szybsza i wręcz sapiąc ze złości, zaczęła wypychać mnie z sali butelką.
  - Za 15 minut mamy być u Roberta! Ty masz jechać na próbę, ja do programu! Piętnaście minut! I... Och, cała jesteś spocona.... - powiedziała dziewczyna wycierając rękę w jakąś szmatkę.
  Raptownie zatrzymałam się i z przerażeniem spojrzałam najpierw na nią, potem na zegar. Niezdolna do wydobycia z siebie jakiegokolwiek słowa, poruszałam tylko bezdźwięcznie ustami. Wreszcie zabrałam głęboki wdech i rzuciłam się po schodach do pokoju. Chwytając szybko pierwszą lepszą sukienkę, wpadłam do łazienki. Narzuciłam na siebie ubranie, rozczesałam włosy i zbiegłam z powrotem, ubierając jeszcze buty. W limuzynie ( ! ) zrobiłam makijaż.
   - Zabije cię, Kayla... Naprawdę, zabije cię... - rzuciła Clarie, kończąc tym swój wykład i  wypychając przed ogromny budynek. - Życzę powodzenia! - dorzuciła, rzucając mi do rąk torbę.
   Przez dłuższą chwilę patrzyłam bez ruchu w miejsce, gdzie przed chwilą była jej twarz. Wreszcie, siląc się na odwagę, powoli odwróciłam się w stronę budynku. Wzięłam głęboki oddech i ruszyłam w stronę wejścia.
  - Mikayla Edwrads, nowa tancerka Roberta Vivo... - powiedziałam stając przy recepcji. Koścista kobieta z kokiem na czubki głowy spojrzała na mnie srogo,po czym wskazała sale w których odbywała się próba... Już od 20 minut.
  Podziękowałam i podeszłam do ogromnych drzwi. Muzyka rozchodziła się po całym korytarzu, musieli ćwiczyć układ. Wzięłam głęboki oddech, kładąc dłoń na klamce, po czym niepewnie ją nacisnęłam.
  Weszłam, szybko je zamykając. Oparłam się od razu o ścianę, rozglądając dookoła.
  Boże, jakie to jest ogromne... - pomyślałam. Jeszcze większe niż nasza sala w apartamencie...
  Po prawej stronie wisiało lustro zakrywające całą ścianę. Po lewej - rząd ławek. Naprzeciwko mnie - grupa ćwicząc układ. Muzyka szła na cały regulator, uderzenia stóp o podłogę roznosiły się echem po pomieszczeniu.  Gdzieś pośród tego szumu słyszałam głos choreografki " Raz, dwa, trzy, cztery! Raz, dwa..."
  Oderwałam się od ściany, zrzucając torbę na ziemię. Zaraz jednak upadłam na nią, a niedaleko mnie jakiś tancerz. Mimo tego całego chaosu usłyszałam jego soczyste przekleństwa pod moim adresem. Nagle muzyka ucichła, a wszyscy okrążyli nas, tworząc ciasne kółeczko. Wystraszona wstałam szybko, podnosząc torbę.
  - Bardzo cię przepraszam, nie zauważyłam cię... Wybacz, nie chciałam.. - zaczęłam, nie wiedząc co robić. Przeskakiwałam tylko z nogi na nogę, wyłamując palce.
  Chłopak obrzucił mnie pełnym pogardy spojrzeniem, po czym wstał.
  - Co ty tu robisz? Kim ty w ogóle jesteś?! - warknął.
  Dopiero wtedy zdałam sobie sprawę, że się nie przedstawiłam.
  - Nazywam się Mikayla Edwards.... Mam tu być nową tancerką.... - wyjaśniłam pośpiesznie.
  - 20 minut spóźnienia. Jeden minus. Przeszkadzanie w treningu. Drugi minus. Faulowanie tancerza. Trzeci minus. - rozległ się głos gdzieś z tyłu zgromadzenia, po czym kółko "przepołowiło" się, robiąc przejście wysokie blondynce. Z grymasem złości podeszła do mnie. Była ubrana w dresowe spodnie i bluzkę nad pępek oraz adidasy. Ręce skrzyżowała na piersiach. Nie była pomalowania nie licząc tuszu do rzęs.
   - Bardzo przepraszam za spóźnienie... Zaspałam... Nie chciałam ani przeszkodzić w tre... - zaczęłam.
   - Nie przerywaj mi kiedy mówię. Jestem Camilla Foreman. Choreografka. - przerwała mi. 
  Wytrzeszczyłam oczy. Camilla Foreman?! Ta Camilla Foreman?! Była i zresztą jest moim wzorem, jeśli chodzi o taniec. Uwielbiałam jej układy. Moja idolka, to dzięki niej pokochałam taniec... ONA będzie moją choreografką i mentorką?!
   - Miło mi poznać, jesteś moją idolką, zawsze chciałam... - znów zaczęłam gadać, nie zważając na wcześniejsze upomnienie.
   - Od kiedy to jesteśmy na ty? Dla ciebie jestem panią Camillą. - Pokiwałam żarliwie głową, nie śmiąc trzeci raz przerwać.- To dla ciebie szansa na sukces na wybicie się... Praca marzeń tysiąca ludzi...A ty mi mówisz, że zaspałaś?! - Przybrała ostry ton. - Ty sobie chyba nawet nie zdajesz sprawy z tego jakie masz szczęście! I to wszystko tylko dzięki tej twojej przyjaciółce... Ja na twoim miejscu zjawiłabym się tu 2 godziny wcześniej, co tu dopiero gadać o spóźnieniu... - Przebiegła mnie spojrzeniem, po czym rzuciła obojętnym tonem: - Pokaż czy chociaż zasłużyłaś na tę pracę...
   Otworzyłam w zdziwieniu usta.
  - No już... Na co czekasz? - spytała Camilla, puszczając muzykę.
   Rozglądnęłam się niepewnie. Głupia, skarciłam się w myślach, przyszłaś tu tańczyć, teraz się boisz?!
   Zamknęłam oczy i wsłuchałam się w rytm. Postanowiłam zatańczyć układ, który ułożyłam ćwicząc w nocy.
    Raptownie zatrzymałam się w pół kroku, gdy muzyka ucichła. Tańczyłam dobre kilkanaście minut, zupełnie zapominając o Camilli i tancerzach.
   - No... Nie jest źle... - usłyszałam głos choreografki. Uśmiechałam się do siebie. - Ale lepiej by było gdybyś trochę schudła...
  Uśmiech raptownie zszedł z moich ust. Schudnąć?! Ważyłam 62 kg przy 172 cm i uważałam, że jestem szczupła.
  - Tancerka musi być chudziutka... Tak by partner nie miał problemu z podniesieniem jej... - uśmiechnęła się do mnie zadziornie, okrążając mnie. - Tak... 5 -6 kg powinno wystarczyć... Na próby przychodź nie w sukienkach,a  dresach. I nie spóźniaj się, jeszcze jeden raz i zostaniesz wylana. Jasne?
  Kiwnęłam posłusznie głową, a Camilla obdarzyła mnie już mnie pogardliwym uśmiechem. Klasnęła w ręce.
  - To do roboty! Mikayla na koniec, powtarzaj układ po nich. - Posłusznie skierowałam się na koniec. Camilla włączyła muzykę. - I raz, dwa, trzy, cztery....
_____________________________
Od Boddie:  Jak dla mnie jest nieco za długi, ale... xD No i trochę nudny, ale w końcu początek.. Mam nadzieje, że nie zanudziliście się na śmierć :P. Jak się wam podoba?

środa, 25 lipca 2012

[1]-Clarie Carrot, menadżerka Roberta Vivo. Słucham.

 Clarie...
     Usiadłam na jednym z wolnych miejsc obok Mikayli. Dziewczyna była tak podekscytowana lotem do Paryża, ze skakała w fotelu ze szczęścia. W Londynie mieszkałyśmy od zawsze, znudziło się nam. Ja już od jakiegoś czasu, a dokładniej od moich osiemnastych urodzin pracowałam dla Roberta jako menadżerka. Dla mojej przyjaciółki była to jednak nowość. Pamiętam jak jeszcze miesiąc temu męczyłam się z Robertem żeby zgodził się na nową tancerkę.
   -Uspokój się w końcu. Zaraz wyrzucą nas z samolotu jak będziesz tak wariować.- powiedziałam do Kayli, a ta raptownie uspokoiła się. Cały lot wypytywała mnie jak tam jest, jaki jest Robert, czy latają za nim fanki i czy w Paryżu są jacyś przstojniacy. Kiedy już wykończył jej się temat chłopców zaczęła wypytywać o swoją pracę. Ile będą jej płacić i tego typu rzeczy. Odpowiadałam na wszystkie pytania grzecznie aż wylądowaliśmy.
   -A jak im się nie spodobam? Mogą mnie przecież wyrzucić...-powiedziała wystraszona, a jej oczy przybrały kształt dwóch spodków.
   -Jutro podpiszesz kontrakt na równy rok. Przez ten czas nie mają prawa cię wylać. Masz jakieś jeszcze pytania, bo jeśli tak to zachowaj je dla siebie, albo zaczekaj chociaż aż dojedziemy do domu.- powiedziałam z uśmieszkiem na twarzy i wyszłam z lotniska. Mój kochany Paryż! Wzięłam głęboki wdech i ciągnąć za sobą walizkę zatrzymałam jedną z taksówek. Wsiadłyśmy do środka, a uprzejmy kierowca schował nasze bagaże do bagażnika. Dobrze, że znałyśmy francuski, bo widać było, że mężczyzna nie rozumie po angielsku. Podałam mu nasz adres i ruszyliśmy.
***
      Pchnęłam ciężkie drzwi i weszłam do środka. Cieszyłam się, że będziemy mieszkać razem. To tak jakby wieczne piżama party.  Zachwycona Mikayla podbiegła od razu do okna zostawiając walizkę w przejściu i zaczęła wpatrywać się w wieżę Eiffla.  Wciągnęłam jej torbę i postawiłam w pokoju, który miała zajmować moja przyjaciółka.
   -O Boże! Jak tu pięknie!- westchnęłam cicho i podeszłam do niej. 
   -Racja. Nigdy jakoś jednak nie zwracałam na to uwagi. jestem zarobiona po łokcie. Zresztą sama widziałaś. Nawet jak byłam w Londynie wydzwaniali do mnie z błahostkami. -powiedziałam i pociągnęłam ją w stronę łazienki.- Łazienkę dzielimy. Mam nadzieję, że nie będziesz siedziała w niej godzinami, bo ja nie mam dużo czasu i ty już teraz też nie będziesz mieć. Lodówka jest pełna bo prosiłam kolegę z pracy żeby ją napełnił. Czuj się jak u siebie.- tymi słowami zakończyłam mój monolog i poczułam jak w kieszeni wibruje mój telefon. Posłałam Kayli smutne spojrzenie i odebrałam.
   -Clarie Carrot, menadżerka Roberta Vivo. Słucham.-powiedziałam poważnym tonem i napotkałam zaskoczone spojrzenie Mikayli. 
   -Dzwonię z programu ,,Hello Paris''. Chciałbym zaprosić do naszego studia Roberta. - przez chwilę zastanowiłam się czy mu się to opłaca.
    -Kiedy miał by się pojawić?-spytałam wyjmując z lodówki ciasto czekoladowe i stawiając je na stole. Podałam Kayli nóż żeby pokroiła, a sama usiadłam na kanapie w salonie. 
    -Jutro o godzinie dziewiątej trzydzieści.- zapadła krótka cisza.- Zgadza się pani?- złapałam za kalendarz i odszukałam jutrzejszy dzień.  Mieliśmy zaplanowany wywiad z czasopismem o nazwie ,,Sing'', ale to dopiero po południu.
    -Niech będzie.- nagle sobie przypomniałam.- Ile mój klient z tego będzie miał?-spytałam i zabrałam kawałek ciasta przyjaciółce.
     -Dwadzieścia tysięcy.- powiedział, a ja uśmiechnęłam się sama do siebie. Mam nadzieję, ze Robert nie będzie znowu wybrzydzał jak to ma w zwyczaju. Zgodziłam się i rozłączyłam.
      -Dobra młoda idziemy na miasto. Musimy się obkupić. W końcu jutro pierwszy dzień twojej pracy.- powiedziałam wytykając jej język.
      -Jesteś tylko o pięć miesięcy starsza.- powiedziała robiąc naburmuszoną minę, ale posłusznie pczłapała się za mną.
***
    Ganiałyśmy po sklepach od jakichś trzech godzin. Dziwiłam się samej sobie, że jestem na tyle sprawna fizycznie po tym męczącym locie.
   -O! Chodź, zjesz teraz najlepszego hot-doga w całym swoim życiu. Ten staruszek robi wyśmienite.-powiedziałam widząc niedaleko znaną mi budkę. To tu jadałam gdy nie miałam czasu. Podeszłyśmy obładowane torbami do stoiska. O dziwo na miejscu starszego pana teraz stał jakiś młody chłopak.
    -Ta... Staruszek.-powiedziała Kayla cicho chichocząc. Spiorunowałam ja wściekłym spojrzeniem po czym zwróciłam je na bruneta. 
    -Poprosimy dwa hot-dogi z musztardą.- powiedziałam szukając w kieszeni mojej portmonetki. Chłopak w tym czasie zajął się przygotowywaniem jedzenia. Z jakichś powodów nie mogłam znaleźć mojego portfela. Przerażona kazałam poszukiwać go Kayli. Nagle coś prysnęło mi na nową bluzkę. Okazało się, ze to musztarda, a chłopak z z stoiska dostał w głowę jakąś piłką i go na mnie wylał.
    -Przepraszam... To da się na pewno zmyć. Daj koszulkę to ją wypiorę.- zaśmiałam się cicho.
    -Nie wiem czy to odpowiednie miejsce.- usłyszałam głośny śmiech mojej przyjaciółki i jak chłopak wyciera moją koszulkę, a po chwili przewraca się na mnie. Przygniótł mnie do siebie po czym zakłopotany posłał mi uśmiech.-Jestem Clarie.
    -Evan. Miło poznać.- powiedział i spojrzał mi głęboko w oczy. O Boże! Jakie on miał piękne oczy!
____________
Od Akwamaryn: I jak wam się podoba? Znowu zaczynamy współpracę po dość długiej przerwie. Mam nadzieję, że nam się powiedzie;)