środa, 25 lipca 2012

[1]-Clarie Carrot, menadżerka Roberta Vivo. Słucham.

 Clarie...
     Usiadłam na jednym z wolnych miejsc obok Mikayli. Dziewczyna była tak podekscytowana lotem do Paryża, ze skakała w fotelu ze szczęścia. W Londynie mieszkałyśmy od zawsze, znudziło się nam. Ja już od jakiegoś czasu, a dokładniej od moich osiemnastych urodzin pracowałam dla Roberta jako menadżerka. Dla mojej przyjaciółki była to jednak nowość. Pamiętam jak jeszcze miesiąc temu męczyłam się z Robertem żeby zgodził się na nową tancerkę.
   -Uspokój się w końcu. Zaraz wyrzucą nas z samolotu jak będziesz tak wariować.- powiedziałam do Kayli, a ta raptownie uspokoiła się. Cały lot wypytywała mnie jak tam jest, jaki jest Robert, czy latają za nim fanki i czy w Paryżu są jacyś przstojniacy. Kiedy już wykończył jej się temat chłopców zaczęła wypytywać o swoją pracę. Ile będą jej płacić i tego typu rzeczy. Odpowiadałam na wszystkie pytania grzecznie aż wylądowaliśmy.
   -A jak im się nie spodobam? Mogą mnie przecież wyrzucić...-powiedziała wystraszona, a jej oczy przybrały kształt dwóch spodków.
   -Jutro podpiszesz kontrakt na równy rok. Przez ten czas nie mają prawa cię wylać. Masz jakieś jeszcze pytania, bo jeśli tak to zachowaj je dla siebie, albo zaczekaj chociaż aż dojedziemy do domu.- powiedziałam z uśmieszkiem na twarzy i wyszłam z lotniska. Mój kochany Paryż! Wzięłam głęboki wdech i ciągnąć za sobą walizkę zatrzymałam jedną z taksówek. Wsiadłyśmy do środka, a uprzejmy kierowca schował nasze bagaże do bagażnika. Dobrze, że znałyśmy francuski, bo widać było, że mężczyzna nie rozumie po angielsku. Podałam mu nasz adres i ruszyliśmy.
***
      Pchnęłam ciężkie drzwi i weszłam do środka. Cieszyłam się, że będziemy mieszkać razem. To tak jakby wieczne piżama party.  Zachwycona Mikayla podbiegła od razu do okna zostawiając walizkę w przejściu i zaczęła wpatrywać się w wieżę Eiffla.  Wciągnęłam jej torbę i postawiłam w pokoju, który miała zajmować moja przyjaciółka.
   -O Boże! Jak tu pięknie!- westchnęłam cicho i podeszłam do niej. 
   -Racja. Nigdy jakoś jednak nie zwracałam na to uwagi. jestem zarobiona po łokcie. Zresztą sama widziałaś. Nawet jak byłam w Londynie wydzwaniali do mnie z błahostkami. -powiedziałam i pociągnęłam ją w stronę łazienki.- Łazienkę dzielimy. Mam nadzieję, że nie będziesz siedziała w niej godzinami, bo ja nie mam dużo czasu i ty już teraz też nie będziesz mieć. Lodówka jest pełna bo prosiłam kolegę z pracy żeby ją napełnił. Czuj się jak u siebie.- tymi słowami zakończyłam mój monolog i poczułam jak w kieszeni wibruje mój telefon. Posłałam Kayli smutne spojrzenie i odebrałam.
   -Clarie Carrot, menadżerka Roberta Vivo. Słucham.-powiedziałam poważnym tonem i napotkałam zaskoczone spojrzenie Mikayli. 
   -Dzwonię z programu ,,Hello Paris''. Chciałbym zaprosić do naszego studia Roberta. - przez chwilę zastanowiłam się czy mu się to opłaca.
    -Kiedy miał by się pojawić?-spytałam wyjmując z lodówki ciasto czekoladowe i stawiając je na stole. Podałam Kayli nóż żeby pokroiła, a sama usiadłam na kanapie w salonie. 
    -Jutro o godzinie dziewiątej trzydzieści.- zapadła krótka cisza.- Zgadza się pani?- złapałam za kalendarz i odszukałam jutrzejszy dzień.  Mieliśmy zaplanowany wywiad z czasopismem o nazwie ,,Sing'', ale to dopiero po południu.
    -Niech będzie.- nagle sobie przypomniałam.- Ile mój klient z tego będzie miał?-spytałam i zabrałam kawałek ciasta przyjaciółce.
     -Dwadzieścia tysięcy.- powiedział, a ja uśmiechnęłam się sama do siebie. Mam nadzieję, ze Robert nie będzie znowu wybrzydzał jak to ma w zwyczaju. Zgodziłam się i rozłączyłam.
      -Dobra młoda idziemy na miasto. Musimy się obkupić. W końcu jutro pierwszy dzień twojej pracy.- powiedziałam wytykając jej język.
      -Jesteś tylko o pięć miesięcy starsza.- powiedziała robiąc naburmuszoną minę, ale posłusznie pczłapała się za mną.
***
    Ganiałyśmy po sklepach od jakichś trzech godzin. Dziwiłam się samej sobie, że jestem na tyle sprawna fizycznie po tym męczącym locie.
   -O! Chodź, zjesz teraz najlepszego hot-doga w całym swoim życiu. Ten staruszek robi wyśmienite.-powiedziałam widząc niedaleko znaną mi budkę. To tu jadałam gdy nie miałam czasu. Podeszłyśmy obładowane torbami do stoiska. O dziwo na miejscu starszego pana teraz stał jakiś młody chłopak.
    -Ta... Staruszek.-powiedziała Kayla cicho chichocząc. Spiorunowałam ja wściekłym spojrzeniem po czym zwróciłam je na bruneta. 
    -Poprosimy dwa hot-dogi z musztardą.- powiedziałam szukając w kieszeni mojej portmonetki. Chłopak w tym czasie zajął się przygotowywaniem jedzenia. Z jakichś powodów nie mogłam znaleźć mojego portfela. Przerażona kazałam poszukiwać go Kayli. Nagle coś prysnęło mi na nową bluzkę. Okazało się, ze to musztarda, a chłopak z z stoiska dostał w głowę jakąś piłką i go na mnie wylał.
    -Przepraszam... To da się na pewno zmyć. Daj koszulkę to ją wypiorę.- zaśmiałam się cicho.
    -Nie wiem czy to odpowiednie miejsce.- usłyszałam głośny śmiech mojej przyjaciółki i jak chłopak wyciera moją koszulkę, a po chwili przewraca się na mnie. Przygniótł mnie do siebie po czym zakłopotany posłał mi uśmiech.-Jestem Clarie.
    -Evan. Miło poznać.- powiedział i spojrzał mi głęboko w oczy. O Boże! Jakie on miał piękne oczy!
____________
Od Akwamaryn: I jak wam się podoba? Znowu zaczynamy współpracę po dość długiej przerwie. Mam nadzieję, że nam się powiedzie;)

5 komentarzy:

  1. Bardzo fajne.Podoba mi się.Pewnie,że się Wam powiedzie.Macie talent. ;)
    Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
  2. Cieszę się, świetnie razem piszecie ^^
    No a co do bloga zapowiada się ciekawie i już lubię Evana, haha. :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetne bardzo mi się podoba ;)

    http://twinkle-in-eye.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Napiszę tak cudowna historia ;) zapraszam do mnie http://styl-imperium.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń