Mikayla...
Pokręciłam głową, ściskając rękę Clarie.
-Nie umrzesz, Clarie... Nie umrzesz! - szepnęłam.
Dziewczyna uśmiechnęła się lekko, przymykając powieki.
Boże, jak mogłam ją zostawić, pomyślałam wściekła. Jak mogłam pozwolić by jakiś chłopak stanął między nami?
Spojrzałam na Willa. Spoglądał na nas, opierając czoło o szybę. Uśmiechnął się lekko, próbując dodać mi otuchy. Odwzajemniłam go, próbując powstrzymać łzy. On także mnie potrzebował. Byłam jego przepustką do lepszego świata. Gdybym mu teraz powiedziała, że nie jadę...Zaraz po tym jak stworzyłam mu nadzieję... Nie mogłam być przy nich obu. Garry znajdował się na drugim końcu Paryża. Nie potrafiłabym jednocześnie wspierać obojga. Musiałam wybrać.
- Kayla... - usłyszałam cichutki głoski Clarie.
- Tak? - zapytałam żarliwe, ściskając mocniej dłoń dziewczyny.
Clarie powoli odwróciła głowę w moją stronę.
- Zobaczymy się jeszcze, prawda? Będziesz przyjeżdżać?
Uśmiechnęłam się przez łzy, po czym kiwnęłam głową.
- Oczywiście - odparłam. - Obiecuje, że będę przyjeżdżać. - zaśmiałam się cicho. - Wiem, że teraz moje obietnice mogą dla ciebie nic nie znaczyć.. Ale przyjadę. Na pewno.
Clarie lekko odwzajemniła uścisk dłoni.
- I, Mikayla..? - Pokiwałam głową, dając znać że słucham. - Nie pozwól się mu skrzywdzić.
Spuściłam wzrok, ocierając wolną ręką łzy. Po chwili pokręciłam głową, patrząc w jego stronę.
- Nie wiecie jaki jest naprawdę. Nie skrzywdzi mnie. On mnie kocha. - Clarie westchnęła cicho.
Puściła moją dłoń, również patrząc w stronę Willa. Przez dłuższą chwilę nie odzywała się, walczący chyba sama z sobą. Potem znów spoglądnęła na mnie, zaczynając opowieść.
- Gdy byłam w śpiączce, słyszałam wszystko co działo się wokół mnie. Nie widziałam otoczenia, lecz mogłam wszystko wywnioskować za pomocą słuchu. Raz chłopcy rozmawiali... Kłócili się. O niejaką Monic. Nie mam sił tego wszystkiego powtarzać. Powiem tylko, że obaj ją kochali. A Will ją zabił - Pokręciłam głową, ocierając napływające łzy. - Kochał ją. Ale zabił. Nie można mu ufać.
Przełknęłam ślinę, mierzwiąc włosy.
- Nie. Nie, Clarie. Nie znasz go.
- Oczywiście - przerwała mi blondynka. - Tylko ty go znasz. Bo tak ci powiedział.
Na chwilę zamilkłam. Po chwili wzięłam głęboki oddech i szepnęłam:
Na chwilę zamilkłam. Po chwili wzięłam głęboki oddech i szepnęłam:
- Powiedział mu dużo więcej niż mogłabyś pomyśleć - Wstałam z łóżka. Will gdzieś znikł. - Idę. Do widzenia, Clarie.
Pocałowałam ją w czoło, a następnie wyszłam na zewnątrz. Widząc Evana, podbiegłam do niego.
- I jak? - zapytałam.
Chłopak wcisnął dłonie w kieszenie i pokiwał głową.
- Mamy tą samą grupę krwi. Może się udać. - odpowiedział zmęczonym głosem, opierając się o ścianę.
Wyglądał jak wrak człowieka. Powieki same mu opadały, miał wory pod oczami. Twarz przybrała szarego koloru, włosy były w nieładzie. Ubranie posiadał zmięte - koszulka w dodatku na lewą stronę. Potrzebował odpoczynku, lecz za bardzo martwił się o Clarie, by w ogóle o nim myśleć. Wątpiłam czy spał ostatnie nocy. Musiał mieć pewność, że dziewczynie nic nie będzie.
Ścisnęłam go za ramie, uśmiechając się pocieszająco. Evan nie patrząc na mnie strzepnął moją dłoń. Westchnęłam, również opierając się o ścianę.
- Evan, nie mogę inaczej - szepnęłam.
Brunet prychnął.
- Oczywiście, że możesz. Zamiast jechać z Willem, zostań z Clarie. - powiedział.
- Nie znasz go - odparłam. - Przeżył więcej niż możesz sobie wyobrazić.
Evan pokręcił głową, odchodząc parę kroków.
- Zabił człowieka. On nie umie kochać, Kayla. Nie potrafi. - odpowiedział, wchodząc do pokoju Clarie.
Westchnęłam, pocierając palcami skronie.
Czy rzeczywiście? Może wcale mnie nie kocha? Może to kolejna bzdura w celu zaciągnięcia mnie do Garry`ego? Wyjazd za 3 dni. Zostanę albo tu z Clarie, albo tam z Willem. Tylko skąd mam mieć pewność, że on mnie naprawdę kocha? Może się nie zmienił? Jeśli rzeczywiście nie potrafi kochać?
Zjechałam po ściance na podłogę, podkulając pod siebie kolana. Oparłam na nich brodę, powstrzymując się od płaczu. Nie miałam pojęcia co zrobić, kogo wybrać. Jeszcze nigdy nie byłam postawiona w takiej sytuacji. To za trudne.
- Kayla? - usłyszałam głos Willa. Szatyn przysiadł się obok, obejmując mnie ramieniem. Uwolniłam się od niego, przesuwając nieco dalej. - Kayla, wszystko dobrze?
Kiwnęłam głową.
- Chcę po prostu pomyśleć - wyszeptałam cicho, nie patrząc na niego.
_____________________
Od Boddie: Mało się dzieje i jakiś taki tkliwy, ale lepiej mi wychodzą takie sceny niż akcja :D Musicie wybaczyć :P Podpowiedź co do szpiku - chyba już wiecie kto da Clarie szpik. :P :D
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz