wtorek, 2 października 2012

[19]-Ty tego nie chcesz... Nie kochasz mnie.

Clarie...
     Łaziłam w kółko czekając aż wróci Mikayla. Byłam pewna, że on coś jej zrobił, albo gdzieś wywiózł. Miałam już najgorsze myśli. Byłam na siebie wścieła, że ją puściłam. Cały czas się wahałam co zrobić. Byłam kompletnie rozdarta między strachem przed Willem, a strachem o Miki. Usiadłam n kanapie i po raz kolejny utkwiłam wzrok w oknie na przeciwko mnie. Patrzałam na tę drogę już kilka godzin i cały czas wyglądała tak samo. Kiedy tylko zawiał wiatr i liście na krzakach poruszyły się podrywałam się i wybiegałam z domu.
   -Dobra! Mam dość! Jadę po nią!- powiedziałam i wcisnęłam na stopy moja czarne i brudne trampki. Victor patrzył na mnie z przerażeniem, ale ani drgnął. No w końcu nie znał Willa. Wiedział o nim tylko z naszych historii. Już miałam wychodzić, ale poczułam na swoim nadgarstku czyiś uścisk. Tym razem bez namysłu wyrwałam nadgarstek.
    -Nigdzie nie jedziesz. Chcesz znowu skończyć w obdartych ciuchach, a może w lesie nago? Przecież oni tym razem cię dorwą.- wysyczał przez zęby opierając się jedną ręką o drzwi.- Jadę z tobą.- dokończył zakładając na stopy buty. Nie protestowałam. Wiedziałam, że i tak to zrobi, a w jego towarzystwie czułam się bezpieczna. 
    -Prowadzisz.- powiedziałam rzucając mu kluczyki i wybiegając z domu. Kiedy zobaczyłam, że Victor idzie za nami zatrzymałam go.- Ty zostaniesz. Jakby wróciła dzwoń. No i rodzice... Jak będą to... Powiedz, że jestem na dyskotece.- powiedziałam i wsiadłam do auta zaraz za Evanem. Kierowałam Evana przez całą drogę. Wiem, ze łatwiej było by gdybym to ja prowadziła, ale tak się trzęsłam, że nie mogłam opanować drżenia rąk. 
    - Czemu taka jesteś?- spytał nagle Evan spoglądając to na mnie to na drogę. Przez chwilę nie zrozumiałam jego pytania.
    - Ale jaka?- zapytałam zaskoczona tymi słowami i utkwiłam wzrok w drodze.- Teraz w prawo.
    - Inna. Jak pierwszego dnia się poznaliśmy byłaś miła, ciepła. Potem było tylko lepiej, a teraz mi mówisz, że nie możemy się spotykać. - do oczu napłynęły mi łzy. Nie chciałam na ten temat teraz rozmawiać. Miałam na dużo na głowie, żeby jeszcze myśleć o moich kłopotach sercowych.
     -Musimy o tym teraz rozmawiać? Są ważniejsze sprawy niż ,,my'', których nigdy tak na prawdę nie było i nie nie będzie.- powiedziałam nakazując mu gestem dłoni by stanął. Od razu wysiadłam i biegiem ruszyłam do drzwi. Wiedziałam, że właśnie tu mieszka Will. Nie było to to samo mieszkanie pod które podjeżdżałam ostatnio po Kaylę, ale jak mówiłam byłam tu już raz, a mianowicie jak jeszcze Robert miał swoje początkowe odpały. Przyjeżdżał do Willa, a ja musiałam go stąd odbierać gdy był pijany i ledwo trzymał się na nogach. Bez zastanowienia weszłam do środka i od razu pobiegłam do tak zwanego salonu. Wszędzie było czuć alkohol i stęchliznę. 
      - Kayla!- krzyknęłam, a gdy nie usłyszałam odpowiedzi ponowiłam próbę.- Miki do cholery!- wrzeszczałam. W normalnym wypadku bałabym się tak postępować, ale był ze mną Evan. Kiedy tylko dostrzegłam na kanapie w salonie Mikaylę odetchnęłam ulgę. - Boże dziewczyno!- krzyknęłam i nie zwracając uwagi na siedzącego obok niej Willa przytuliłam przyjaciółkę.
     -Nic mi przecież nie jest.- powiedziała uśmiechając się delikatnie.
     -Ci może nie, ale ja dostałam prawie zawału jak liście na krzakach się poruszały!- Kayla spojrzała na mnie jak na wariatkę, a ja tylko machnęłam ręką z rezygnacją.  Odskoczyłam gdy poczułam jak Will łapie mnie za ramię. Odsunęłam się o krok i odskoczyłam z przestrachem.
     -Możecie już sobie iść. Nic jej nie jest i nie będzie puki tu jestem.- powiedział mierząc mnie wzrokiem. Wyglądałam jak potwór, ale to w pewnym sensie też jego wina. To on mnie w końcu tak poobijał, że miałam na całym ciele siniaki.
     -Jasne... Tobie nie można ufać.- wysyczał Evan zasłaniając mnie swoim ciałem.- I pomyśleć, że przez krótko chwilę myślałem, ze się zmieniłeś. Tak to jest jak się wierzy Clarie.- powiedział patrząc na mnie przez ramię. 
     -Jestem jaki jestem, a ty możesz już spieprzać. Myślicie, że bym ją skrzywdził?- spytał zaskoczony.
     -Clarie. On nie chciał cię skrzywdzić.- powiedziała Kayla patrząc na niego jakby był jakimś Bogiem. Wyrwałam się Evanowi i podeszłam bliżej szatynki.
     - I ty mu wierzysz?! Kayla otrząśnij się! On chciał mnie zgwałcić z tymi swoimi typami, a ty myślisz, że on to jakiś Bóg!- powiedziałam, a wręcz prawie krzyknęłam jej w twarz. Bolało mnie, że była taka łatwowierna. Myślałam, że to ja jestem naiwna, ale najwidoczniej miasto mnie zmieniło.
     -Nie będziesz mówiła komu ma wierzyć! Wierzy mi więc spieprzaj!  Za nic nie będę przepraszał, bo nie mam. Nie wiedziałem co robię.- do oczu napłynęły mi łzy. Nie wiedziałam co mam zrobić kiedy wstał i zmierzył mnie z ukosa po czym uśmiechnął się pod nosem.- Nie wiem co ja i moi kumple widzieliśmy w tobie. Nawet naćpani.- wiedziałam, że będę tego żałować, ale nie mogłam inaczej postąpi. Dałam mu w twarz, ale wiedziałam że nawet go to nie ruszy. Kayla tylko zawyła jakbym to ją uderzyła.
     -Zostaw go!- krzyknęła stając przed chłopakiem.- Chciałam cię tylko poinformować, że zdecydowałam i jadę do Garry'ego.- nie wytrzymałam. Z oczu pociekły mi łzy, a gdy czarnulka chciała mi je otrzeć zrobiłam krok w tył i wpadłam na Evana.
     -Jak... Rób co chcesz, ale musisz wiedzieć, że ja ci tego nie wybaczę! Nie wybaczę ci jeśli mnie zostawisz! Jeśli wybierzesz go zamiast mnie! Myślałam, że nasza przyjaźń jest wieczna... myliłam się. Jak mogłaś...- powiedziałam po czym cała zalana łzami wybiegłam z mieszkania. Nawet za mną nie krzyknęła. Nic. Kompletna cisza.Wsiadłam do auta i utkwiłam wzrok w szybie. Evan przyszedł zaraz za mną. Otworzył drzwi od mojej strony i wyciągnął mnie na zewnątrz. Płakałam jak głupia. 
     -Ciii... Już dobrze. Ona to przemyśli, wróci...- zarzuciłam mu ręce na szyję i wtuliłam się w jego tors. 
     -Evan, pocałuj mnie...- powiedziałam patrząc mu głęboko w oczy, ale chłopak pokręcił przecząco głową. Zaskoczyło mnie to, ale na co ja liczyłam? 
     -Ty tego nie chcesz... Nie kochasz mnie. Chcesz tylko w ten sposób zaznać ciepła, ale nie mojego...- powiedział i pocałował mnie w czoło.- Jak będziesz gotowa to to zrobię.
***
      Siedziałam owinięta kocem cały czas płacząc w rękaw Evana. Victor musiał pojechać do sklepu po jedzenie, bo tak dawno nie robiłam zakupów.  Nadal to do mnie nie docierało. Dopiero teraz zrozumiałam jak on ją omotał. Mnie gnębił i wyśmiewał, a jej mówił że wszystko jest w porządku.
     -Będę sama... To miały być moje najlepsze lata, a skończyło się... Tak jak się skończyło.- powiedziała  ocierając łzy.- A do tego jeszcze jutro muszę iść po te leki. Zacznie się moje łysienie, osłabienie. Nie będę mogła się ruszać... I Kayla. Nie sądziłam, że to tak się skończy.
______
Od Akwamaryn: I jak się podoba co?

1 komentarz:

  1. No oczywiście !
    Nieźle rozkręciłaś akcje :D
    Mam nadzieję ,że dziewczyny się w końcu pogodzą i znowu będzie dobrze ! :)
    A tak na marginesie to dlaczego Clarie jeszcze nie jest z Evanem ?! :D
    Czekam na więcej :*

    OdpowiedzUsuń