sobota, 6 października 2012

[20] - Oto ja. Oto moja historia. Tragiczna i żałosna, ale proszę - nie lituj się.

Mikayla...
 Godzina, przed przyjściem Clarie...

  Will otworzył przede mną drzwi samochodu wpuszczając do środka. Nie patrząc na niego posłusznie usiadłam w fotelu. Wciąż miałam w pamięci to co zrobił Clarie. Wolałam jednak pojechać z nim, niż włóczyć się po dzielnicy. To chore i głupie, ale czułam się bezpiecznie wiedząc, że jest koło mnie. 
   Will zatrzasnął za mną drzwi, a po chwili przysiadał obok. Zamknął drzwiczki za sobą, po czym zablokował je tak, by nie można było ich otworzyć od zewnątrz. 
    Pochyliłam głowę, tak by włosy oddzielały mnie od Willa. Na marne - zaraz odgarnął je na moje plecy. Przez chwile panowała cisza, przerywana tylko naszymi oddechami. Bałam się poruszyć, wykonać jakikolwiek ruch. Obawiałam się, że i on zacznie się do mnie dopierać, a jednocześnie ufałam mu, czułam się przy nim bezpieczna. Rozdzierały mnie sprzeczne emocje. 
   - Mikayla.. - usłyszałam po kilku minutach jego szept. - Mikayla, wybacz... Wytłumaczę ci to, obiecuje. 
   Pokręciłam głową, nadal tępo gapiąc się w kolana. 
   - Chciałeś zgwałcić Clarie. Nie masz czego tłumaczyć... - odparłam ledwo słyszalnym głosem. 
   Will westchnął, przysuwając się bliżej. 
   - Nie, to nie tak. Byłem naćpany... Nie wiedziałem co robię, nie wiedziałem, że to ona! Mikayla, proszę... - mówił cicho, kojąco, a jednocześnie w jego słowach dało się usłyszeć taką rozpacz o jaką nigdy bym nie posądzała kogokolwiek.
   Wzięłam głęboki oddech, uchylając się przed jego dłonią. Nie daj się mu omamić... Nie daj omamić.. 
    - Nie. Nie wierzę ci. Chciałeś ją zgwałcić... - powtarzałam. 
    - Do cholery, Mikayla, nie! - wybuchnął, uderzając w siedzenie. Skuliłam się, zaciskając powieki. - Mikayla... - zaczął ponownie, ciszej.- Mikayla, nie zrobiłbym tego, gdybym nie był naćpany. Przysięgam. Musisz mi uwierzyć! 
   Pokręciłam głową. 
     - Zawieź mnie do domu. Proszę. - szepnęłam. 
     Will westchnął. 
     - Dobrze. Pojedziesz do mnie. 
   Podniosłam głowę, zszokowana. Pokręciłam stanowczo głową, łapiąc go za dłonie. 
     - Nie! Nie ma mowy, chce jechać do swojego domu! - wykrzyknęłam. 
    Szatyn kiwnął głową. 
     - Jeśli ci wszystko wytłumaczę, zawiozę cię do domu. Twojego domu. -  Otworzyłam usta by coś odpowiedzieć, ale nie dał mi dojść do słowa. - Mikayla... Nie mogę cię stracić, przez głupią wpadkę. 
     - Nie nazwałabym tego głupią wpadką - odezwałam się ostro.
     - Mikayla. Zaufaj mi. - powiedział Will, patrząc mi w oczy. 
   Przez chwile siedzieliśmy tak, wpatrując się w siebie, aż wreszcie ustąpiłam. Zabrałam ręce z jego dłoni i kiwnęłam głową. 
      - Dobrze. Jedźmy. 
   Will uśmiechnął się do mnie, po czym włączył silnik i odjechał spod baru. 
    Przez kilka minut panowała cisza. Dawny strach gdzieś odleciał i zastąpiła go wściekłość. Nienawidziłam siebie i jego. Siebie - za to, że ustąpiłam. Jego - za to, że sprawił, iż ustąpiłam. Za to co zrobił Clarie. Za to co pewnie zrobi. Za wszystko. 
       - Więc? - zaczęłam, patrząc za migającym za oknem krajobraz. 
   Kątem oka widziałam, jak Will mocniej zaciska ręce na kierownicy. Dopiero po dłuższej chwili odpowiedział. 
        - Jestem jedynakiem. Ojciec z matką starali się o dziecko, lecz matka dwa razy poroniła. Po drugim załamała się. Zaczęła pić, brać narkotyki... A nawet puszczać się. Ojciec nie wytrzymywał. Zależało mu na niej, lecz ona miała go gdzieś. Liczyły się dragi, alkohol i seks. On zawsze na nią wyczekiwał, a gdy wracała robił kłótnie. Nienawidziłem jej. Miałem dość. Za to co robiła ojcu. A jemu za bardzo zależało, by z nią skończyć. Łudził się, miał nadzieję... Aż wpędziła nas w kłopoty finansowe. Nie mieliśmy na chleb. By nas wyżywić, ojciec pożyczał się pieniędzy od jakiś typków. Nie potrafił spłacić, a to... A to doprowadziło do jego śmierci.
    Odwróciłam wzrok od szyby, zdruzgotana. Chciałam coś powiedzieć, lecz Will nie pozwolił dojść mi do słowa. 
         - Zmarł ojciec, zostałem ja do utrzymania rodziny. Pracowałem. Na marne, nie umiałem spłacić długu. Zacząłem kraść. Spłaciłem dług, zyskałem nowych, groźniejszych wrogów. Zawarliśmy układ. Ja będę ich chłopcem na posyłki, oni darują mi i mojej rodzinie życie. Kiedy znalazłaś mnie w tym domostwie, by powiedzieć durne "dziękuje",byłam właśnie z jedną sprawą. I dlatego właśnie ćpam. Jeśli nie ćpasz, jesteś słaby. Jeśli jesteś słaby, mogą cię zniszczyć. Ci co chcieli cię zgwałcić to synowie mężczyzn, którzy pracują dla mojego szefa. Ja jestem ponad nich, dlatego się mnie boją. Szef obiecał, że mnie puści, jeśli otworzę do drzwi do lepszej rzeczywistości. Nie wierzył, że uda mi się coś osiągnąć. A jednak. Garry. Ale z kolei on przyjmie mnie tylko z tobą. Jesteś dla niego ważna. - Will westchnął i zacisnął dłonie mocniej na kierownicy. -  Oto ja. Oto moja historia. Tragiczna i żałosna, ale proszę - nie lituj się. Nienawidzę tego.
    Pokręciłam głową, nie wiedząc o powiedzieć. Nie chciałam się litować. A jednocześnie wydawało mi się, że każde słowo jakie wypowiem, zabrzmi jakbym się litowała. Nagle coś mi zaświtało.
     Samochód zatrzymał się, ale nie oderwałam wzroku od twarzy chłopaka. Gdy chciał wysiąść, zatrzymałam go. 
     -  Will... - zaczęłam poważnie. - Umawiałeś się ze mną tylko po to, by zaciągnąć mnie do Garry`ego? 
    Chłopak nie odpowiedział, tylko spuścił wzrok. Kiedy ponownie się odezwał, wydawało by się, jakby był na skraju załamania. 
     - Nie wiedziałem co robić. Wydawało mi się to jedynym rozwiązaniem. Przepraszam. Chciałem uciec, nie patrzyłem jak. Liczyło się dla mnie tylko jedno - uciec. Zostawić przeszłość w tyle. Wybacz. 
    Po czym wyrwał dłoń z mojego uścisku i wysiadł, by następnie otworzyć mi drzwi. Przez moment wahałam się. Nie zrobił nic złego. To zrozumiałe. Wycierpiał tyle, każdy by tak postąpił. Ale...
   Nie! - pomyślałam ostro. - Nie ma żadnego "ale". Nie mogę być zła za to, że pragnął wreszcie żyć normalnie.
   Przywołałam na twarz uśmiech, wysiadając. Stanęłam obok niego tak blisko, że stykaliśmy się piersiami. 
   - Zgadzam się - powiedziałam, łapiąc go za rękę. 
   Spojrzał na mnie zdziwiony. 
    - Na co? 
    - Na wyjazd z tobą do Garry`ego - wyjaśniłam, uśmiechając się szerzej. Will powoli oddał uśmiech, a następnie zaśmiał się cicho, patrząc mi w oczy. 
   Pokręciłam głową, obejmując go. 
     - Nie stój jak głupi, wykorzystaj to, że twoja historia tak mnie wzruszyła, że zrobię dla ciebie wszystko - szepnęłam cicho. 
    Will zaśmiał się głośniej, po czym przyciągnął mnie do siebie mocniej. Przybliżył swoje usta do moich.
    - Kocham cię... -wychrypiał, całując czule. Z uśmiechem oddałam pocałunek.
      ***
   Po wyjściu Clarie nie umiałam już powstrzymać łez. Cofnęłam się o krok, zakrywając twarz dłońmi i uderzyłam w Willa. Chłopak objął mnie ramionami, całując w głowę. 
   - Nie zasługuje na twoje łzy... - wyszeptał mi do ucha. -.. jeśli ocenia cię, nie znając prawdy. 
  Kiwnęłam głową, wtulając się w jego tors. 
***
   Samochód zatrzymał się przed moim mieszkaniem. Nie, przepraszam. Przed moim DAWNYM mieszkaniem. 
   - Gotowa? - usłyszałam głos Willa. 
  Pokiwałam głową, nie odrywając wzroku od domu. Szatyn uścisnął moją rękę, dodając mi otuchy. 
  - Gotowa - zgodziłam się, wysiadając z auta. 
  Willa również wysiadł i obejmując mnie, pocałował w czoło. 
   - Nie martw się, będę przy tobie. - wyszeptał, chwytając moją dłoń. 
  Zapukałam delikatnie do drzwi domu. To takie dziwne, pomyślałam. Jeszcze wczoraj tu mieszkałam, a dziś muszę pukać by wejść. Jak wiele może się zmienić w ciągu dnia. 
   Pamięcią wróciłam do naszej wczorajszej rozmowy. Nie mogłam znieść myśli, że kazała mi wybrać. Nigdy nie spodziewałam się czegoś takiego po niej. Wiedziałam, że nie lubi Willa, ale gdyby dała mi wyjaśnić... Choć trochę... Zrozumiałaby. Na pewno. 
   Drzwi otworzył nam Evana, lecz widząc nas od razu zatrzasnął. A przynajmniej próbował, gdyż Will za w czasu wsunął stopę w wejście. 
   - To jest także jej dom - zauważył uprzejmie.
  Evan rzucił okiem na nasze splecione dłonie i odpowiedział: 
    - Nie od kiedy jest z tobą. 
   Z twarzy Willa zniknął uśmiech i po prostu brutalnie popchnął drzwi, otwierając je. 
     - Wyłaźcie stąd, już! - wrzasnął wściekły Evan. 
   Will zamknął za nami drzwi i nie spuszczając oczu z bruneta, zwrócił się do mnie: 
   - Idź po swoje rzeczy.
   Kiwnęłam posłusznie głową i wymijając Evana, wbiegłam po schodach do siebie. Wyjęłam spod łóżka walizkę i już szłam w kierunku szafy, kiedy usłyszałam jakiś odgłos w łazience. Zmarszczyłam brwi, po czym skierowałam się w jej stronę. Delikatnie uchyliłam drzwi. 
   - Clarie? - spytałam zdezorientowana, widząc pochylającą się nad toaletą blondynkę.
 _____________________
Od Boddie: Boże, przepraszam, że to takie długie. Wszystkie wyrzuty kierować do Akwamaryn - ja chciałam skończyć na pocałunku. Wiem, wiem, że nudne, tkliwe itd. Ale trzeba było zrobić coś z Kaylą i Willem, a przy okazji wyjaśnić parę spraw :3

1 komentarz:

  1. Rozdział jest po prostu dobry :)
    Podoba mi się to ,że zwróciłaś dużą uwagę na emocje które czuła Miki :)

    OdpowiedzUsuń