czwartek, 11 października 2012

[21]-Może ty tego nie czujesz, ale ja.... Kocham cię Clarie.

 Clarie...
     Przyjęłam dopiero pierwszą dawkę leku, a już miałam skutki uboczne. Nie mogłam nic przełknąć, bo zaraz wymiotowałam. Czułam się jak... O Boże jak bulimiczka.
    -Clarie?- usłyszałam głos Kayle i spojrzałam w jej stronę. Pierwsze co przyszło mi na myśl to to, że jest z nią Will. A drugie to to, że na dole jest Evan.
    -O nie... Chłopaki.- powiedziałam i omijając Kayle zbiegłam na dół. Ona zaraz za mną.  Moim oczom ukazał się o dziwo zwykły widok. Chłopaki stali wykłócali się, ale nic więcej. Osunęłam się po ścianie na ziemię i usiadłam wzdłuż schodów. Kayla stała nade mną nie wiedząc co zrobić, ale kiedy tylko Evan mnie zobaczył podbiegł, wziął mnie na ręce i zaniósł do salonu.
     -Miałaś się nie ruszać... Po co schodziłaś?- spytał, ale kiedy otwierałam usta poczułam ukłucie w brzuchu. Zwinęłam się z bólu i cicho zawyłam. Bolało jak cholera. Evan podał mi swoją dłoń, a ja wbiłam w nią swoje paznokcie. Robiłam tak na okrągło kiedy ból był zbyt duży. On się nie skarżył, ale wiedziałam, że go to boli. Chciałam żeby tego uniknął, ale to na nic.
     -Co jej jest?- spytała Miki kucając przy sofie. Poczułam jak ból ustępuje i opanowuje mnie spokój. Puściłam dłoń Evana, a on pogłaskał mnie po głowie i pocałował w czoło.
     - Chemioterapia. Dobra jedziemy do szpitala. Muszą cię podłączyć do kroplówki czy coś...- powiedział Evan i wziął mnie na ręce bez większego wysiłku.
     -Ale ona nie może nawet się ruszać. To normalne?- spytała Kayla kierując się w stronę drzwi. Zamknęłam oczy i wtuliłam się w Evana. - Gdzie jest tak w ogóle Victor?- zadała kolejne pytanie.
     -Pojechał po jej rodziców. Zawieziecie nas do szpitala?- odpowiedział brunet. Na chwilę otworzyłam oczy by spojrzeć na przyjaciółkę, a potem na Willa. On nie był zadowolony tym pomysłem. Mikayla za to patrzyła na mnie z litością. Wkurzało mnie to, ale nie miałam siły nawet otworzyć ust. Zobaczyłam tylko jak ściska mocniej dłoń Willa i posłałam jej blady uśmiech.
     -Niech będzie.- powiedział z rezygnacją szatyn i wyszedł, a my za nim. Kayla zamknęła drzwi, a kiedy chciała oddać nam klucz zatrzymałam jej dłoń.
     -To zawsze będzie twój dom.- wychrypiałam i ponownie schowałam się w koszulce Evana byle tylko nie widziała jak po moich policzkach cieknął łzy. Nie wiem kiedy znaleźliśmy się w aucie. Dopiero kiedy  Evan rozprostował moje nogi,a moją głowę położył sobie na kolanach.
     -Nie płacz proszę...- powiedział głaszcząc mnie po policzku. Nie chciałam żeby to przechodził ze mną. Chciałam umrzeć w spokoju, ciszy i samotności.
     -Opowiedz mi coś... Tak jak w szpitalu.- powiedziałam łapiąc jego dłoń. Tym razem jednak nie po to by wbić w nią paznokcie. Jeździłam opuszkami palców po jego dłoni. Wszędzie były ślady mojego cierpienia.Głos Evana był dla mnie jak lek na białaczkę. Uspokajał i wyciszał, a jego dotyk sprawiał, że serce szybciej biło.
     -Jeśli chcesz...- powiedział i zaczął.- Jak byłem mały miałem wspaniałego przyjaciela, szczęśliwą rodzinę i wszystkiego czego tylko zapragnąłem. Chodziliśmy razem po drzewach, płotach. Zawsze wracaliśmy cali obdarci. Moi rodzice pragnęli mieć syna łobuza, takiego jak on, a jego cichego chłopca, który nie potrafi się bawić. Czyli mnie.- zastanawiałam się co będzie dalej, ale tak właściwie chciałam tylko słyszeć jego głos. Mogła być to nawet wymyślona historyjka.- Nagle wszystko się zmieniło. Moi rodzice zginęli w wypadku samochodowym, jego ojciec... Też zginął. Straciłem wszystko co miałem, trafiłem do bidula razem z siostrą, a on został z matką, która miała poważne kłopoty. Spędziłem siedem lat w sierocińcu jako wyrzutek, wyśmiewany i znienawidzony za dobre stopnie. - wiedziałam jakie to uczucie być wyrzutkiem. Sama kiedyś nim byłam, ale mi za to niczego nie brakowało.- Kiedy wyszedłem odnalazłem go.- Will wydał ciche kaszlnięcie i zacisnął dłonie mocniej na kierownicy.- Był inny... Uważał się za lepszego, nie chciał mnie widzieć na oczy, ale nasze drogi splotła ona. Wybrała go, a mnie odtrąciła jak śmiecia.- i znowu śmiech. Will nie miał za grosz współczucia. Liczyło się tylko jego rozdęte ego.- No, a potem wiesz co się stało. Nigdy nie wybaczę sobie, że nie walczyłem o jej życie. Znienawidziłem go, a on mnie już dawno nie znosił. Miał swoich kumpli, dragi, alkohol i tylu mu starczało. Proponowałem zmianę, ale nie chciał.- dokończył i odwrócił wzrok po czym wlepił go w obrazie za oknem.
    -Jesteśmy.- odezwał się wściekły głos Willa. Kayla i on wyszli na zewnątrz, a my zostaliśmy sami.
    -Evan. To on jest tym przyjacielem prawda? A teraz ja mogę stracić tak Kayle. Nie chcę tego.- powiedziałam zanosząc się płaczem.Teraz już nic mnie nie bolało prócz serca.
    -To nie ma znaczenia. Było, minęło. Ty masz jeszcze szansę, ale ona go kocha. Wyjdzie z nim, a ty nie masz na to wpływu. Mam nadzieję tylko, że jej nie skrzywdzi i ty też ją miej.- powiedział całując mnie w czoło. Podciągnęłam się na szyi chłopaka do pozycji siedzącej i zaplotłam na niej swoje palce. Czułam na swojej skórze jego oddech, jego dłonie trzymały mnie w tali i mocno do siebie przyciągały. Stykaliśmy się praktycznie całą powierzchnią ciała. Oczywiście o ile to możliwe w samochodzie. Nasze twarze dzieliły milimetry, a kiedy jego usta zetknęły się z moimi opanowało mnie ciepło. Nigdy czegoś takiego nie czułam. Kiedy oderwaliśmy się od siebie Evan spojrzał mi głęboko w oczy i pokręcił z niedowierzaniem głową.
     -Może ty tego nie czujesz, ale ja.... Kocham cię Clarie.- na mojej twarzy pojawił się blady uśmiech, a kiedy chciałam mu odpowiedzieć dopadł mnie ból. Wrzasnęłam najgłośniej jak chyba umiałam i poczułam jego dłonie na swojej głowie. Nagle ktoś otworzył drzwi, a my znaleźliśmy się na zewnątrz.- Znowu. Jeśli nie chcecie jedźcie po rzeczy, ale myślę Kayla, że ona chciała by z tobą porozmawiać.
     Moje nogi opadały bezwładnie, a oddech miałam przyspieszony. Evan wbiegł do szpitala i podbiegł do recepcji.
     -Ma białaczkę. Przyjmuje chemioterapię i ma okropne bóle w podbrzuszu.- powiedział brunet na jednym wydechu pozwalając mi wbić swoje paznokcie w jego tors. Recepcjonistka wezwała natychmiast lekarza, a potem coś mi wstrzyknęli i zapanowała ciemność.
***
     Obudziłam się po kilki godzinach na szpitalnym  łóżku. Koło mnie siedział Evan trzymając moją dłoń i co chwilę ją całując. Spojrzałam na niego z ulgą i uśmiechnęłam się, ale chyba tego nie zauważył, bo nadal bez uśmiechu głaskał wewnętrzna część dłoni. Nie miałam pojęcia co się dzieje. Kayla stała pod drzwiami cała zapłakana, a Will. Nawet on wyglądał na wystraszonego i okazywał jakiekolwiek uczucia. Obejmował moją przyjaciółkę i szeptał jej coś do ucha.
    -Damy radę. Zobaczysz wszystko będzie dobrze. To nic nie zmienia, to nic nie zmienia...- powtarzał w kółko zachrypniętym głosem Evan.
     -Co się dzieje?- spytałam patrząc na niego zaskoczona. Wszyscy byli tacy przygnębieni...
     -Dobra wiadomość jest taka, że mamy dla ciebie szpik, a zła...- na chwilę umilkł. Bałam się usłyszeć dalsze słowa. Byłam gotowa na wszystko.- Nie będziesz mogła chodzić.- powiedział z łzami w oczach. Wzięłam głęboki wdech i odwróciłam głowę.
      -Mogę porozmawiać sama z Mikaylą?- spytałam zamykając oczy, a po moich policzkach popłynęły łzy. To było coś okropnego. Już nigdy nie pobiegnę na bieżni, nie będę mogła nauczyć się pływać, będę na okrągło na wózku inwalidzkim.Usłyszałam jak zamykają się za nimi drzwi, a ja zostaję sama z Miki. Spojrzałam na jej załzawione oczy i posłałam uśmiech.
      -Tak mi przykro... Clarie. Przepraszam. Powinnam być tera z tobą, ale ja...- przerwałam jej.
      -Kochasz go. - dokończyłam za nią i ścisnęłam jej dłoń.- Chciałam ci tylko powiedzieć żebyś uważała. Wiesz o kim opowiadał Evan prawda?- dziewczyna przytaknęła.- Uważaj. Możemy już się więcej nie zobaczysz. Wiesz o tym?- powiedziałam, a dziewczyna pokręciła przecząco głową.- Rodzice zabiorą mnie do Anglii. Ja nie mam już szans na leprze życie, ale ty masz. Baw się i korzystaj z życia. Tak, wiem gadam jak matka.- dziewczyna uśmiechnęła się blado.- Ale mam do ciebie prośbę, a właściwie dwie. Pierwsza: Idź na terapię nawet tam u Garry'ego, a druga... Kiedy już mnie nie będzie powiedz Evanowi, że go kocham, bo ja nie mam odwagi.
_____________
Od Akwamaryn: I jest mój pierwszy długi. Nic się zbytnio nie dzieję. Jak myślicie kto odda szpik Clarie? Zobaczymy czy ktoś się domyśli.

1 komentarz:

  1. Jest fantastyczny !
    A końcówka to mnie normalnie zaszokowała !
    Wszystko jest naprawdę idealnie opisane :)
    Uczucia i akcja :)
    Boże...mam nadzieję ,że z Clarie będzie wszystko dobrze :)
    Czekam :****

    OdpowiedzUsuń