Will...
Oparłem się o ścianę, obserwując wchodzącą Mikayle. Rozglądała się po sali, najprawdopodobniej poszukując mnie wzrokiem. Uśmiechnąłem się do niej, bezdźwięcznie mówiąc "cześć". Jeśli chce ją przekonać, muszę być choć w połowie milszy.
Spanikowałem, gdy wczoraj zobaczyłem ją u Philla. Gdyby nie ja, właśnie byłaby wywożona z kraju. Niesamowite co może zrobić, byle tylko powiedzieć jakieś durne " dziękuje". Zaimponowała mi, przyznaję. Trzeba być naprawdę głupim, a zarazem odważnym, by samemu pójść do tej dzielnicy. W jej przypadku tylko głupim - mogę się założyć, że ten, kto dał jej adres nie wspomniał, jak bardzo jest tam niebezpiecznie. Szczęściara. Uniknęła śmierci już 2 razy. Pech, że to właśnie dzięki mnie.
- Will! - usłyszałem Matta. - Wreszcie się zjawiłeś. Wszystko już załatwione?
Kiwnąłem głową, nie odrywając wzroku od Mikayli. Matt idąc za moim spojrzeniem, gwizdnął cicho.
- A ona? Pojedzie?
Wzruszyłem ramiona, spoglądając na przyjaciela.
- Po treningu zamierzam ją gdzieś zabrać - odpowiedziałem obojętnym tonem.
Matt podniósł jedną brew.
- Randka z nią?
- Jeśli ma ze mną pojechać, musi być ze we zakochana. To anorektyczka i Clarie świetnie o tym wie. A Clarie ma na nią duży wpływ. Umie ją przekonać by wzięła udział w terapii.Weźmie - nie pojedzie. Musi być mi oddana, móc zrobić dla mnie wszystko. Pojadę z nią, albo mogę w ogóle zapomnieć o stażu u Garry`ego. - wyjaśniłem. Żądanie Heatmisha było debilne. Ale rozumiałem jego obawy. W tym zawodzie bulimia i anoreksja to codzienność, zwłaszcza u kobiet. Trzeba być idiotą, by nie widzieć co się dzieje z Mikaylą. Garry musiał być pewien, że przyjedzie mimo choroby. Podpisze kontrakt, będzie można ją leczyć - wiedząc, że jest już jego.
- Zobaczysz Matt... Jeszcze nie będę mógł się od niej uwolnić. - Uśmiechnąłem się, znów patrząc na rozciągającą się szatynkę. - Jak od każdej.
Mikayla...
Padałam z sił. Przez 2 dni zjadłam aż połowę sałatki. Czułam się winna, ale coraz ciężej mi się pracowało. Po pół godzinie tańca, musiałam walczyć ze zmęczeniem. Z ogromną ochotą zjedzenia czegoś. Z samą sobą.
Ulżyło mi, gdy zobaczyłam Willa opierającego się o ścianie. Nie wyglądał już na tak wściekłego jak wczoraj. Mimo wszystko, bałam się o niego. Pozwolił mi "uciec". Nie wiem czy tamte ćpuny jeszcze o mnie pamiętały - jeśli tak, chyba nie były zadowolone.
Nie powinnam w ogóle o nim myśleć, o tym co robi i czy ma się dobrze, ale... Martwiłam się. Miejsce w którym go znalazłam... Nie sądziłam, że kiedykolwiek będę rozmawiać z kimś kto pochodzi z takiej dzielnicy. Zadawałam się z bogaczami - bo sama byłam bogata. Pochodziła z dobrej rodziny, niczego mi nie brakowało. To nie tak, że gardziłam biednymi. Nigdy nie myślałam o nich, jak o czymś gorszym. Lecz ćpuni... Ludzie których wczoraj spotkałam...
Moje rozmyślania przerwała Camilla, karząca ustawić się do układu.
***
- I jak? - spytałam Clarie po treningu, po informacji Camilli, że zastąpi ją ktoś inny.
- Nijak. Robertowi się podobało. Zresztą jest na mnie nieźle cięty. Zrobi wszystko by tylko nie przyznać mi racji, ale ja wiem swoje. Ona was wykańcza fizycznie. Może chłopaków nie, ale dziewczyny tak. Mam nadzieję, ze spodoba wam się Eva. Długo jej szukałam. - odpowiedziała, otwierając drzwi samochodu.
Sięgnęłam do klamki i znieruchomiałam widząc podchodzącego Willa. Spytał czy może ze mną pogadać, patrząc przy tym na Clarie. . Zmarszczyłam brwi, urażona. Od kiedy to Clarie decyduje czy mogę z kimś porozmawiać?
- Dobra. Tylko masz ją odprowadzić, bo jeszcze mi gdzieś po drodze zemdleje.- powiedziała, po czym zwróciła się do mnie. - Widzimy się w domu.
Podniosłam brew do góry. Nie jestem dzieckiem, pomyślałam ze złością. Mogę o sobie decydować.
Clarie odjechała, a ja zostałam sama z Willem. Podeszłam bliżej.
- Więc...? Powinnam przeprosić za wczoraj? - zapytałam.
- Teoretycznie tak. Ale mam dość twoich przeprosin, więc nie. - Uśmiechnął się. Odwzajemniłam.
Chwila.
- Od kiedy to uśmiechamy się do siebie? 3 dni temu byliśmy wrogami - spytałam, idąc w stronę bramy.
Will wzruszył ramionami.
- Odkąd uratowałem ci życie. Tak w ogóle... Wiesz, że masz u mnie dwa długi?
Podniosłam brwi.
- Poradziłabym sobie z karłem i pijanym ćpunami. - rzekłam.
- Tak. Karła ze strachu byś osikała, a na pijanych ćpunów byś zwymiotowała. - odpowiedział z przekąsem.
Zaśmiałam się, przechodząc przez bramę.
- Oni by zemdleli, zanim w ogóle by do nich dotarło, że na nich zwymiotowałam - odparłam. Przez chwilę szliśmy w ciszy. Wreszcie spojrzałam na niego niepewnie i spytałam: - Will... Bierzesz narkotyki?
Szatyn zatrzymał się gwałtownie, patrząc na mnie ze zdziwieniem.
- Bo kręcę się wśród ćpunów? Nie, oczywiście, że nie. Jak przyszłaś byłem przytomny. - powiedział.
- Jeszcze - zauważyłam.
Will uśmiechnął się lekko, wsadzając ręce w kieszenie.
- Jeśli chcesz się z nimi zadawać, musisz przy nich brać. - odpowiedział, ruszając. Wzrok miał wbity w ziemię.
- A ty chcesz?
Pokręcił głową.
- Ja muszę. - Znów zapanowała cisza, którą ostatecznie przerwał Will. Uśmiechnął się do mnie szeroko, po czym chwycił za rękę, ciągnąc gdzieś.
- Chodź! - wykrzyknął. - Idziemy do Wesołego Miasteczka! Na kolejkę!
- Nie jesteśmy za starzy? - odparłam, śmiejąc się.
- Na to nigdy nie jest się za starym!
Zaśmiałam się, pozwalając pociągnąć w stronę autobusów.
***
Z szerokim uśmiechem, otworzyłam drzwi, po czym zamknęłam opierając się o nie. Chwile tak stałam, wspominając dzisiejszy dzień, by po chwili zawołać:
- Clarie! Jestem! - Ściągnęłam buty i nieco chwiejnie ruszyłam do kuchni. Po kilku Kolejkach Strachu itp. Will namówił mnie na piwo. Być może trochę przegięłam z alkoholem.
Ze śmiechem weszłam do pomieszczenia, przeczesując włosy.
- Oj, Clarie, żałuj, że nie... Clarie? - Przestałam się śmiać. Przyjaciółka siedziała przy stole, czytając jakąś gazetę. Z wściekłością ściskała jeden jej róg. Gdy weszłam, spojrzała na mnie z taką złością, jakbym co najmniej zniszczyła połowę domu. Nigdy jej takiej nie widziałam. - Clarie? - powtórzyłam niepewnie.
__________________
Od Boddie: Wybacz, Akwamaryn, ale jeśli liczyłaś, że uda mi się coś zrobić z akcją, to muszę cię zawieść - Nie jestem w tym za dobra :D Ale wierzę, że w następnym rozdziale coś wykombinujesz :p. Rozdział średnio mi się podoba... Tak 5/10.. A Wam?
ooo, Will przemawia ? ; o W szoku jestem, haha ! x D
OdpowiedzUsuńTego fragmentu nie kapuję : " musi być ze we zakochana. " no ale spoko. WILL TO BAD BOY, MÓJ IDEAŁ !! X DD Haha :)
No ale wracając to końcówka motywuje do dalszego czytania : D Jak zwykle wszystko przyjemnie mi się czytało x D
Nie mogę się doczekać następnego rozdziału :D I oby Will się w niej zakochał, haha ^^
ps. Miałaś coś z tym kodem zrobić -.- haha ^^
Haha, racja, zapomniałam :D Wybacz :< Zaraz to usunę, a raczej poprosze Akwamaryn, bo sama nie umiem xd :D
UsuńŚwietnie rozplanowane :D
OdpowiedzUsuńRozdział baaardzo ciekawy :)
Mówisz ,że nie ma akcji , jak nie ma jak jest ! :)
Czekam na więcej :*