niedziela, 16 września 2012

[16] - Clarie jest taka śliczna, chuda, wspaniała.. A ty? Gruba świnia!

Mikayla...
   Przykryłam Clarie kocem, odgarniając z jej czoła włosy. Z przerażeniem stwierdziłam, że garść została mi w dłoni. Z obrzydzeniem strzepnęłam je na dywan - nie chciałam trzymać w ręce dowodu białaczki Clarie. Bałam się o nią. Była dla mnie jak siostra, myśl, że kiedyś mogłoby mi jej zabraknąć powodowała u mnie strach. Wierzyłam, że znajdzie się dla niej szpik. Wyczekiwałam telefonu od lekarza i słów " Możemy uratować pani przyjaciółkę", podczas, gdy stan Clarie pogarszał się z dnia na dzień. Ona tego nie widziała, według niej było okey, lecz każdy wkoło zauważał odciski choroby na je wyglądzie i psychice. Tylko nie ona. 
   Pocałowałam przyjaciółkę w czoło, po czym skierowałam się do łazienki, cichutko zamykając za sobą drzwi. Potarłam dłonią oczy, próbując odgonić od siebie zmęczenie. Głowa mi pękała - zdecydowanie za dużo wypiłam. 
   Wiesz, co w tym jest najgorsze? Piwo ma dużo kalorii...
  Zagryzłam wargę. Wiedziałam, że ma rację. Nawet nie chcę liczyć, ile dziś przytyłam. 
  Sięgnęłam po szczotkę, patrząc w lustro. Rozczesując włosy, spostrzegłam coś w kącie lustra. Powoli odwróciłam głowę w stronę owej rzeczy. 
   Waga. 
   No idź, popatrz ile przytyłaś... Zobacz jak grubą jesteś świnią... Jak możesz w ogóle patrzeć w lustro nie wymiotując? Nie wstyd ci? Clarie jest taka śliczna, chuda, wspaniała.. A ty? Gruba świnia! Właź na tą wagę, no dalej...
   Nie odrywając wzroku od wagi, odłożyłam szczotkę. Wolno podeszłam do szklanego pudła, po czym na nie weszłam. 
   Przytyłaś, gruba krowo... 
  40.2 kg. 
  Jeszcze nie dawno ważyłam 38 kg. Szybko zeszłam z wagi, pozwalając wypłynąć łzom.
  Zamiast płakać, zrobiłabyś coś pożytecznego. Poćwicz, pobiegaj... Cokolwiek. Musisz schudnąć. Musisz być niczym motylek. Musisz być doskonała! 
  Pokiwałam głową.  Musze być doskonała, powtórzyłam w myślach. Przypomniałam sobie słowa Willa, gdy żegnaliśmy się pod moim domem. " Pamiętaj... Jak będziesz czegoś potrzebować, zadzwoń." 
  Nie zaszkodzi... 
  Wyciągnęłam komórkę i wybrałam jego numer. 
  - Will? Wiem, że jest 2 w nocy. Nie nic się nie stało... - Spróbowałam opanować drżenie głosu. - Naprawdę nic mi nie jest. Chciałam tylko spytać... Co robisz jutro rano? Więc co byś powiedział na...
  ***
   Związałam włosy w kucyk i sięgnęłam po bluzę. Była o kilka rozmiarów za duża, ale to dobrze - ukrywała moją tusze. Ze zdziwieniem zobaczyłam, że na mojej dłoni zostało trochę włosów. Wystraszona, dotknęłam moich loków i zauważyłam, że wypadło jeszcze kilka. Super, pomyślałam z rozpaczą, obie łysiejemy. 
   Z ponurych myśli, wyrwał mnie dzwonek, a następnie niezadowolony głos Clarie. 
  - Już idę! - zawołałam, naciągając na siebie bluzę. Szybko zbiegłam ze schodów i doskoczyłam do drzwi. Clarie i Will mierzyli się ponurym wzrokiem. Widząc mnie, szatyn się uśmiechnął, a blondynka wysłała mordercze  spojrzenie. Bez słowa ominęła mnie, zostawiając nas samych. Wypchnęłam chłopaka na zewnątrz, zamykając drzwi. 
  - Jogging? Dziwny sposób na randkę - rzekł wesoło Will. 
  - Kto powiedział, że to randka? - uśmiechnęłam się. - Raczej... Spotkanie koleżeńskie.
  Will prychnął. 
   - Wiesz, kiedy dawałem ci mój numer, sądziłem, że skorzystasz z niego w inny sposób - odparł, zaczynając biec. 
   - Na przykład? 
   - Na przykład... - uśmiechnął się łobuzersko. - Letni, chamski podryw?
  Zaśmiałam się, lekko uderzając go w bok. 
    - Będę wieczorem czekała na telefon... - zawołałam, wyprzedzając go. - A teraz... Kto pierwszy w parku?! 
     - Chwila! - usłyszałam Willa. - Ja nawet nie wiem gdzie jest park! 
   Zaśmiałam się, przyśpieszając.
   ***
   Zatrzymałam się przy bramie do parku, a zaraz za mną pojawił się szatyn. 
  - To była gra nie fair... Nie wiedziałem, gdzie mam biec! - powiedział, udając naburmuszonego. 
  Zaśmiałam się.
   - Ja też nie. Nie sądziłam, że jest tu jakiś park. Blefowałam. Miałam nadzieję, że cię zgubię. - odparłam, wystawiając język. 
   Na twarzy Willa zaczął się pojawiać uśmiech. 
   - A więc tak? Ty wredna, mała... - Nim zdążyłam zareagować, przerzucił mnie sobie przez ramię i zaczął mną obracać. 
   Zaśmiałam się, uderzając go w plecy. Nie przestał jednak, obracając się cały czas i wchodząc do parku.
  -... Żmijo! - dokończył, stawiając mnie na ławce. Wreszcie nasze głowy były na równej wysokości. Przez chwile tak staliśmy, patrząc sobie oczy. Will lekko uśmiechnął się, trzymając dłonie na mojej talii. Przybliżył się na tyle ile pozwalała mu krawędź ławki. Spanikowałam, kiedy uświadomiłam sobie, co zamierzam zrobić. Nie chciałam tego. Nie tak szybko. Lubiłam Willa, ale to wszystko. 
  Położyłam dłonie na jego rękach i delikatnie odepchnęłam, zeskakując z ławki.
  - Wyścig do kolumny Napoleona? - zapytałam, uśmiechając się przebiegle i nim zdążył zareagować rzuciłam się do biegu. 
   - Do czego? - usłyszałam jeszcze.
____________________
 Od Boddie: Rozdział mi się podoba :D Jeden z chyba najlepszych jakie tu napisałam :D Coś już się zaczyna dziać między Willem, a Mikaylą... A wam- jak się podoba?

1 komentarz:

  1. Zaczyna sie ! Tak samo jak z Jade, haha xD czyli wszystko jest tak jak prosiłam, haha ^^ Potem się on okaże świnią, prawda ? xD dobra, nic nie mówię! haha, gęba na kłódkę xD rozdział boski, jak zresztą Twój każdy ^^ no, ale wracając to współczuję jej, myśli, że jest gruba, sama tak myślę, a wpierdalam ile wlezie, po za tym jestem od niej cięższa i to o wiele, wiele ... haha ^^ nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału i tego co będzie kwitło między Mikaylą i Willem .... aaaaa ! normalnie jestem tak pobudzona tym ... haha, ale czekam na pocałunek, chodzenie za rączkę ... scenkę dla pełnoletnich ? hahaha xDDD

    OdpowiedzUsuń