Clarie...
Było mi przykro, że Kayla od samego rana latała za Willem., ale przecież nie mogłam jej tego zabronić. Miała prawo do szczęścia. Usiadłam na łóżku i wzięłam do ręki pudełko owinięte wstążką. To wszystko co pozostało mi po dawnym życiu. Sięgnęłam po nożyczki i pogładziłam moje włosy. Wiedziałam, że niedługo nie będę ich mieć. Z łzami w oczach obcięłam pukiel włosów i włożyłam go do jednego z woreczków w pudełku. Było tam moje zdjęcie z dzieciństwa, kolczyki, które Kayla zrobiła dla mnie sama, drobny kawałek gipsu gdy pierwszy raz złamałam nogę i mój pierwszy mleczny ząb. Chętnie cofnęłabym się do dzieciństwa i zaczęła od nowa. Clarie wróciła do domu po około trzech godzinach. Wiedziałam, że towarzystwo Willa sprawia jej przyjemność, ale nie podobał mi się ten typ. Przez niego Mikayla coraz bardziej zaczynała się ode mnie oddalać.
-Jestem!- krzyknęła Miki wchodząc do salonu. Przez te trzy godziny siedziałam na kanapie i płakałam. - Ej! Co jest grane?- spytała zaskoczona podchodząc do mnie.
-Nic... Chyba nic. Muszę się przejść- powiedziałam i już wychodziłam, ale Kayla zatrzymała mnie. Przez chwilę stałyśmy tak w milczeniu. Obie byłyśmy tak słabe, że trochę nas to kosztowało. W końcu puściła mnie i mogłam iść gdzieś przed siebie. Wyszłam z domu w samej koszulce na ramiączkach, mimo że było chłodno. Zimno nie przeszkadzało mi teraz w ogóle. Ruszyłam w kierunku bieżni, która znajdowała się kilka kroków stąd . Nie mówiłam o niej Miki, bo wiedziałam że zaraz by tam chodziła i biegała, a co za tym szło jeszcze bardziej chudła. Bieganie od małego było dla mnie pasją. Nie jeden raz w szkole zdobywałam rozmaite nagrody, ale teraz byłam zbyt słaba. Usiadłam po prostu na trybunach i utkwiłam wzrok w bordowej nawierzchni. Nagle moim oczom ukazała się grupka chłopaków. Stali obok jednego z stolików i cicho chichotali. Przyglądałam im się uważnie, aż jeden z nich nie obrócił się w moja stronę. To był Will. Jego oczy łzawiły i były czerwone, cały czas kichał i kaszlał, ale kiedy mnie zobaczył od razu spoważniał. Nie chciałam mieć z nim nic wspólnego, ale niestety miałam. Mikaylę, a ona coraz bardziej mu ulegała. Kiedy zadzwonił mój telefon nie patrząc kto dzwoni rozłączyłam połączenie i spuściłam wzrok. Zobaczyłam w dłoni chłopaka torebeczkę z białym proszkiem i wpadłam w furię. Zbiegłam z trybunów i podbiegłam do nich. Pchnęłam Willa nie zwracając uwagi na całą resztę po czym poczułam jak ktoś ściska mnie za ramiona.
-Nawet nie próbuj jej tego podawać... To przez ciebie! Niszczysz ja!- krzyknęłam z łzami w oczach i usłyszałam za plecami cichy śmiech. Nie dałam rady wyrwać się nieznajomemu, ale byłam dość giętka. Uderzyłam go z stopy w krocze, a kiedy mnie puścił zaczęłam uciekać. Bardzo szybko jednak zmęczyłam się, a oni znowu mnie dopadli.
-Kicia. Ostra jesteś, ale uważaj bo my jesteśmy jak papryczki chili.- powiedział jeden z nich zachrypniętym głosem, a ja poczułam że tracę grunt pod stopami. Nim się zorientowałam zostałam obalona, a coś ciężkiego wbiło mi się w brzuch. To była pięść blondyna. Wzrokiem wyszukiwałam Willa, ale w momencie kiedy poczułam na sobie czyjeś zimne palce zrozumiałam, że nie mogę na niego liczyć, że mi nie pomoże, a Kayle nie czeka z nim nic dobrego.
- Zobaczymy czy jesteś wystarczająco dobra.- usłyszałam kolejny głos i głośny śmiech. Powieki cały czas zaciskałam , by nie pozwolić wypłynąć łzą.
-Sukinsyny...- wysyczałam i puściły mi emocje. Pozwoliłam wypłynąć łzą. Nagle rozległ się głośny huk i usłyszałam ryk syreny policyjnej. W pierwszym momencie pomyślałam, że to dobrze, ale kiedy jeden z nich, a konkretniej Will przerzucił mnie sobie przez ramię myślałam, że to już koniec. Waliłam go pięściami w plecy, a potem zrobiło się kompletnie ciemno. Słyszałam jeszcze jak Will rzuca w kogoś wyzwiskami i zobaczyłam te czekoladowe oczy...
-Nawet nie próbuj jej tego podawać... To przez ciebie! Niszczysz ja!- krzyknęłam z łzami w oczach i usłyszałam za plecami cichy śmiech. Nie dałam rady wyrwać się nieznajomemu, ale byłam dość giętka. Uderzyłam go z stopy w krocze, a kiedy mnie puścił zaczęłam uciekać. Bardzo szybko jednak zmęczyłam się, a oni znowu mnie dopadli.
-Kicia. Ostra jesteś, ale uważaj bo my jesteśmy jak papryczki chili.- powiedział jeden z nich zachrypniętym głosem, a ja poczułam że tracę grunt pod stopami. Nim się zorientowałam zostałam obalona, a coś ciężkiego wbiło mi się w brzuch. To była pięść blondyna. Wzrokiem wyszukiwałam Willa, ale w momencie kiedy poczułam na sobie czyjeś zimne palce zrozumiałam, że nie mogę na niego liczyć, że mi nie pomoże, a Kayle nie czeka z nim nic dobrego.
- Zobaczymy czy jesteś wystarczająco dobra.- usłyszałam kolejny głos i głośny śmiech. Powieki cały czas zaciskałam , by nie pozwolić wypłynąć łzą.
-Sukinsyny...- wysyczałam i puściły mi emocje. Pozwoliłam wypłynąć łzą. Nagle rozległ się głośny huk i usłyszałam ryk syreny policyjnej. W pierwszym momencie pomyślałam, że to dobrze, ale kiedy jeden z nich, a konkretniej Will przerzucił mnie sobie przez ramię myślałam, że to już koniec. Waliłam go pięściami w plecy, a potem zrobiło się kompletnie ciemno. Słyszałam jeszcze jak Will rzuca w kogoś wyzwiskami i zobaczyłam te czekoladowe oczy...
***
Biegłam ile tylko miałam sił, ale z każdym krokiem byłam słabsza. Obraz stawał się zamazany choć i tak nic nie widziałam. Nagle ktoś zacisnął na moim ramieniu swoje zimne palce, a z moich ust wydobył się okropny krzyk. Nigdy nie potrafiłam krzyczeć, a tu nagle coś takiego. Nie mogłam się uwolnić, kiedy czyjeś ręce oplotły mnie w tali, a na skórze poczułam zimny dotyk czyichś ust.
-Zabiorę ci to co najważniejsze... Zabiję cię, a potem wszystko co tylko kochasz. - rozległ się głos w mojej głowie i nagle...
Obudziłam się.Byłam w salonie na kanapie, a obok mnie siedziała Kayla z dziwnym wyrazem twarzy jakby w coś nie wierzyła. Kiedy przeniosłam wzrok na lewo zobaczyłam... Rudego! To był Victor. Chciałam się podnieść i go przytulić, ale czyjeś dłonie tak jak wcześniej w śnie teraz trzymały mnie za ramiona.
-Victor!- krzyknęłam przez łzy i odwróciłam się do tyłu. -Evan...-wyszeptałam i mocno przytuliłam brata. Wtuliłam się w jego tors i rozkleiłam się na dobre. Mimo, że płakałam uważnie słuchałam co mówią wszyscy w koło.
-Jak on mógł to zrobić? Nie wieżę...- mówiła Kayla, a Evan jej odpowiadał.
- Sam widziałem. Przykro mi, ale on nigdy się nie zmieni.- dopiero teraz do mnie dotarło do mnie, że Victor jest wśród nas.
-Co ty tu robisz?- spytałam patrząc na niego.
- Chciałem ci powiedzieć, ze rodzice są już w drodze.
____
Od Akwamaryn: Nie miałam na niego pomysłu, ale Boddie pomogła i wyszło. Sen wyszedł sam z siebie. Jak myślicie kto jest tą tajemniczą postacią w nim?
Nieźle :D
OdpowiedzUsuńAkcja mocno ruszyła do przodu !
Wprowadzacie coraz więcej tajemnic :)
Czekam ! :*