Clarie...
Jechałam tak szybko jak tylko się dało. Cały czas przekraczałam prędkość i zapewne nie jeden fotoradar strzelił mi zdjęcie. Kiedy tylko dostałam telefon Kayli myślałam, że umrę ze strachu. Byłam w tej dzielnicy tylko raz i wiedziałam, że nigdy więcej tam nie wrócę. Teraz jednak nie miałam wyboru. Podjechałam pod wskazany adres i zatrzymałam wóz. Mikayla od razu wskoczyła do środka.
-Co ty tu robiłaś?! Jak dostałam twój telefon myślałam, że dostanę zawału! Zwariowałaś?!- krzyknęłam ruszając już tym razem wolniej.
-Byłam u Willa. Musiałam mu podziękować.- siedziałam cicho i liczyłam w myślach chcąc się uspokoić. Cudownie. Przyjechała do Willa i to sama jak palec.- Clarie... Zastanawiam się nad wyjazdem do Garry'ego.- cicho westchnęłam. I moje liczenie na nic. Z drugiej strony jednak jakby mi ulżyło. Wiedziałam, że ten temat wróci prędzej czy później.
-Miki przemyślałam to...- zaczęłam zaciskając ręce na kierownicy i nie spuszczając wzroku z drogi.- Nie powinnam odcinać ci drogi do szczęścia. Jeśli to jest to czego pragniesz... Jedź, ale proszę cię. Zacznij jeść i dbać o siebie bo w takim stanie już długo nie pociągniesz. No i... Chciałabym żebyś poszła na terapię. Jeśli nie zaczniesz z tym walczyć stanie się coś złego.- powiedziałam zatrzymując się na podjeździe.
***
Zasiadłam za drewnianym stołem w kuchni i włożyłam sobie do ust kolejną kanapkę. Myślałam, że choroba odbierze mi apetyt, ale tak się nie stało. Mimo mich próśb Mikayla nie chciała zjeść śniadania. Za chwilę miałyśmy wychodzić do pracy, ale chyba chętniej zamknęłabym ją pod kluczę w pokoju pełnym jedzenia.
-Kayla zaraz wychodzimy!- krzyknęłam i wcisnęłam na siebie moje trampki. Nie miałam dziś zaplanowanych żadnych wywiadów, ale postanowiłam iść na trening tancerzy by podpatrzeć jak ćwiczą.
-Już idę.- powiedziała Miki wchodząc do holu w w rozciągniętym dresie. Od wczoraj nie poruszałam tematu jej wyjazdu. Mogła zrobić co chciała, a ja nie będę mieć jej tego za złe. Jednak jeśli to doprowadzi ją do jeszcze gorszego stanu nie wybaczę tego sobie. Wsiadłyśmy do auta i byłyśmy na miejscu po piętnastu minutach. Kayla od razu powędrowała na salę, a ja poczekałam na Roberta w recepcji. Kate znikła gdzieś i byłam całkiem sama. Trening po chwili się zaczął, a ja nadal czekałam. Mieliśmy z Robertem sprawdzić jak radzi sobie Camilla, ale on jak zwykle spieprzył sprawę. Wstałam i ruszyłam w kierunku sali gdy ktoś zatrzymał mnie i zacisnął rękę na moim nadgarstku.
-Clarie. Proszę porozmawiaj ze mną.- usłyszałam głos Evana i spróbowałam się wyrwać. Na nic.
-Puść mnie natychmiast...- wysyczałam i spojrzałam mu w oczy. Widziałam w nich ból i cierpienie, jakby właśnie wędrował po szkle na boso, ale posłusznie mnie zostawił.- Czego chcesz?- spytałam oschle i zrobiłam krok w tył.
-Przepraszam. Poniosły mnie emocje. Nie wiedziałem, że wszystko słyszałaś. Monic jest przeszłością byłem młody i głupi, ale czy ty byś wybaczyła gdyby twój najlepszy przyjaciel zabił twojego ukochanego?- wzięłam głęboki wdech. Doskonale wiedział, że nie, a ja nie miałam żadnych argumentów.
-Nie musiałeś go dusić... Może się zmienił? Może jest inny? Pomyśl, że ludzie zmieniają się.- powiedziałam i już otwierałam drzwi, ale Evan znów mnie zatrzymał.
-Czyli wszystko okey?- spytał posyłając mi swój uśmiech. Odwzajemniłam go i nagle poczułam dłonie chłopaka na swoich biodrach. Nabrałam powietrza w płuca i wstrzymałam oddech oczekując na to co będzie działo się dalej. Czułam na swojej skórze jego ciepły i równy oddech. Jego ręce powędrowały ku górze i zatrzymały się na mojej tali, a oczy przypatrywały mi się z zadowoleniem. Spuściłam wzrok i poczułam, że się dusze. Gdy był tak blisko brakowało mi tchu. Nasze twarze dzieliły milimetry, dosłownie. Nagle rozległ się huk i chciałam odskoczyć, ale dłonie Evana zacisnęły się mocniej na mojej tali i nie pozwoliły mi na to. Ani drgnęłam. Mój oddech uspokoił się i nagle zrobiło mi się gorąco. To był Robert. Stał w drzwiach wejściowych i patrzył na Evana wściekłym wzrokiem.
-Przypominam, że jesteś w pracy panno Carrot.- powiedział mierząc mnie od stóp do głów. Od kiedy zwracał się do mnie na pani? Raczej uważał mnie za samrkulę.
-To ty się spóźniałeś. Czekałam na ciebie. Trening zaczął się już dawno.- powiedziałam nadal będąc w objęciach bruneta. Spojrzałam na niego przepraszająco, a ten pocałował mnie w policzek i oddalił się.
-Wpadnę po południu!- krzyknął jeszcze wychodząc, a potem znikł za drzwiami. Uśmiechnęłam się do siebie i nie zwracając najmniejszej uwagi na mojego szefa weszłam do sali. Usiadłam razem z nim na jednej z ławek i zaczęliśmy przyglądać się tańczącej grupie. Bardziej skupiałam się na tym by patrzeć czy Mikayla przypadkiem się nie przewróciła lub nie zasłabła.
-Kto to był?- spytał Robert odrywając mój wzrok od przyjaciółki.
-Evan... Mój przyjaciel, ale co cię to interesuje w ogóle?- powiedziałam zaskoczona i uśmiechnęłam się do dziewczyny, która siedziała z nogą w gipsie na końcu sali. Smutne było to, że nie mogła tańczyć, a Camilla nie zamierzała już jej przyjąć. Chciałam to jakoś zmienić jednak Robert był po jej stronie. Nie zgodził się by przez ten mały wypadek ktoś miał blokować jedno miejsce.
-Umawiasz się z nim w ciągu pracy, a to raczej kiepski moment na randki, ale skoro to tylko przyjaciel.- powiedział i jego dłoń powędrowała na wewnętrzną część mojego uda. Zamarłam na chwilę w bezruchu, ale po tej krótkiej panice odepchnęłam jego dłoń.
-Tak to tylko przyjaciel, ale ty nawet nim nie jesteś, więc nie pozwalaj sobie na za wiele szefie.- powiedziałam posyłając mu parszywy uśmieszek. Po jakimś czasie rozległ się głos Camilli, która oznajmiła, że to już koniec zajęć, a przez najbliższy tydzień będą się one odbywać z inną choreografką. Byłam wściekła, że blondynka postanowiła tak nagle wyjechać na wakacje i zostawić na głowie wszystko mi.
- I jak?- spytała Kayla gdy wychodziliśmy już z budynku. Wzruszyłam tylko ramionami i otworzyłam auto.
-Nijak. Robertowi się podobało. Zresztą jest na mnie nieźle cięty. Zrobi wszystko by tylko nie przyznać mi racji, ale ja wiem swoje. Ona was wykańcza fizycznie. Może chłopaków nie, ale dziewczyny tak. Mam nadzieję, ze spodoba wam się Eva. Długo jej szukałam.- już chciałam wsiadać do auta kiedy podbiegł do nas Will.
-Kayla możemy pogadać?- spytał patrząc na mnie znacząco. Zaraz po nim to samo zrobiła Miki.
-Dobra. Tylko masz ją odprowadzić, bo jeszcze mi gdzieś po drodze zemdleje.- powiedziałam do chłopaka po czym zwróciłam się do Mikayli.- To widzimy się w domu.
_______
Od Akwamaryn: Jest beznadziejny i doskonale o tym wiem. Mi się nie podoba. Pisałam go kompletnie bez pomysłu. Taki nijaki. Wszystko się wlecze, ale mam nadzieję, zę Boddie trochę rozrusza akcję.
-Kayla zaraz wychodzimy!- krzyknęłam i wcisnęłam na siebie moje trampki. Nie miałam dziś zaplanowanych żadnych wywiadów, ale postanowiłam iść na trening tancerzy by podpatrzeć jak ćwiczą.
-Już idę.- powiedziała Miki wchodząc do holu w w rozciągniętym dresie. Od wczoraj nie poruszałam tematu jej wyjazdu. Mogła zrobić co chciała, a ja nie będę mieć jej tego za złe. Jednak jeśli to doprowadzi ją do jeszcze gorszego stanu nie wybaczę tego sobie. Wsiadłyśmy do auta i byłyśmy na miejscu po piętnastu minutach. Kayla od razu powędrowała na salę, a ja poczekałam na Roberta w recepcji. Kate znikła gdzieś i byłam całkiem sama. Trening po chwili się zaczął, a ja nadal czekałam. Mieliśmy z Robertem sprawdzić jak radzi sobie Camilla, ale on jak zwykle spieprzył sprawę. Wstałam i ruszyłam w kierunku sali gdy ktoś zatrzymał mnie i zacisnął rękę na moim nadgarstku.
-Clarie. Proszę porozmawiaj ze mną.- usłyszałam głos Evana i spróbowałam się wyrwać. Na nic.
-Puść mnie natychmiast...- wysyczałam i spojrzałam mu w oczy. Widziałam w nich ból i cierpienie, jakby właśnie wędrował po szkle na boso, ale posłusznie mnie zostawił.- Czego chcesz?- spytałam oschle i zrobiłam krok w tył.
-Przepraszam. Poniosły mnie emocje. Nie wiedziałem, że wszystko słyszałaś. Monic jest przeszłością byłem młody i głupi, ale czy ty byś wybaczyła gdyby twój najlepszy przyjaciel zabił twojego ukochanego?- wzięłam głęboki wdech. Doskonale wiedział, że nie, a ja nie miałam żadnych argumentów.
-Nie musiałeś go dusić... Może się zmienił? Może jest inny? Pomyśl, że ludzie zmieniają się.- powiedziałam i już otwierałam drzwi, ale Evan znów mnie zatrzymał.
-Czyli wszystko okey?- spytał posyłając mi swój uśmiech. Odwzajemniłam go i nagle poczułam dłonie chłopaka na swoich biodrach. Nabrałam powietrza w płuca i wstrzymałam oddech oczekując na to co będzie działo się dalej. Czułam na swojej skórze jego ciepły i równy oddech. Jego ręce powędrowały ku górze i zatrzymały się na mojej tali, a oczy przypatrywały mi się z zadowoleniem. Spuściłam wzrok i poczułam, że się dusze. Gdy był tak blisko brakowało mi tchu. Nasze twarze dzieliły milimetry, dosłownie. Nagle rozległ się huk i chciałam odskoczyć, ale dłonie Evana zacisnęły się mocniej na mojej tali i nie pozwoliły mi na to. Ani drgnęłam. Mój oddech uspokoił się i nagle zrobiło mi się gorąco. To był Robert. Stał w drzwiach wejściowych i patrzył na Evana wściekłym wzrokiem.
-Przypominam, że jesteś w pracy panno Carrot.- powiedział mierząc mnie od stóp do głów. Od kiedy zwracał się do mnie na pani? Raczej uważał mnie za samrkulę.
-To ty się spóźniałeś. Czekałam na ciebie. Trening zaczął się już dawno.- powiedziałam nadal będąc w objęciach bruneta. Spojrzałam na niego przepraszająco, a ten pocałował mnie w policzek i oddalił się.
-Wpadnę po południu!- krzyknął jeszcze wychodząc, a potem znikł za drzwiami. Uśmiechnęłam się do siebie i nie zwracając najmniejszej uwagi na mojego szefa weszłam do sali. Usiadłam razem z nim na jednej z ławek i zaczęliśmy przyglądać się tańczącej grupie. Bardziej skupiałam się na tym by patrzeć czy Mikayla przypadkiem się nie przewróciła lub nie zasłabła.
-Kto to był?- spytał Robert odrywając mój wzrok od przyjaciółki.
-Evan... Mój przyjaciel, ale co cię to interesuje w ogóle?- powiedziałam zaskoczona i uśmiechnęłam się do dziewczyny, która siedziała z nogą w gipsie na końcu sali. Smutne było to, że nie mogła tańczyć, a Camilla nie zamierzała już jej przyjąć. Chciałam to jakoś zmienić jednak Robert był po jej stronie. Nie zgodził się by przez ten mały wypadek ktoś miał blokować jedno miejsce.
-Umawiasz się z nim w ciągu pracy, a to raczej kiepski moment na randki, ale skoro to tylko przyjaciel.- powiedział i jego dłoń powędrowała na wewnętrzną część mojego uda. Zamarłam na chwilę w bezruchu, ale po tej krótkiej panice odepchnęłam jego dłoń.
-Tak to tylko przyjaciel, ale ty nawet nim nie jesteś, więc nie pozwalaj sobie na za wiele szefie.- powiedziałam posyłając mu parszywy uśmieszek. Po jakimś czasie rozległ się głos Camilli, która oznajmiła, że to już koniec zajęć, a przez najbliższy tydzień będą się one odbywać z inną choreografką. Byłam wściekła, że blondynka postanowiła tak nagle wyjechać na wakacje i zostawić na głowie wszystko mi.
- I jak?- spytała Kayla gdy wychodziliśmy już z budynku. Wzruszyłam tylko ramionami i otworzyłam auto.
-Nijak. Robertowi się podobało. Zresztą jest na mnie nieźle cięty. Zrobi wszystko by tylko nie przyznać mi racji, ale ja wiem swoje. Ona was wykańcza fizycznie. Może chłopaków nie, ale dziewczyny tak. Mam nadzieję, ze spodoba wam się Eva. Długo jej szukałam.- już chciałam wsiadać do auta kiedy podbiegł do nas Will.
-Kayla możemy pogadać?- spytał patrząc na mnie znacząco. Zaraz po nim to samo zrobiła Miki.
-Dobra. Tylko masz ją odprowadzić, bo jeszcze mi gdzieś po drodze zemdleje.- powiedziałam do chłopaka po czym zwróciłam się do Mikayli.- To widzimy się w domu.
_______
Od Akwamaryn: Jest beznadziejny i doskonale o tym wiem. Mi się nie podoba. Pisałam go kompletnie bez pomysłu. Taki nijaki. Wszystko się wlecze, ale mam nadzieję, zę Boddie trochę rozrusza akcję.
Nie znasz się ! :)
OdpowiedzUsuńRozdział mimo tego ,że się w nim zbyt dużo nie dzieję nie jest nudny :)
Cieszę się ,że z Evanem i Clarie wszystko w porządku a nawet lepiej :D
Czekam na kolejny :*