środa, 1 sierpnia 2012

[3]- Niektórzy walczą o to od trzech lat, a ona przychodzi na jeden trening i już?!

Clarie...
       Co chwilę zerkałam na zegarek oczekując na Roberta. Nie zjawiał się, a ja myślałam że to ja opóźnię transmisję. Prowadząca patrzyła na mnie zdenerwowana siedząc w fotelu. Kiedy Robert wpadł do sali przebiegłam go wściekłym spojrzeniem. Wyglądał jakby dopiero co wstał.   
    -Gdzie ty byłeś do cholery?! Spóźniasz się! Dosłownie za pół minuty zaczynamy program!-wrzasnęłam na niego bez skrupułów, a ona tylko cicho prychnął.
    -Nie gorączkuj się słonko. Ja mogę robić co chcę. Wczoraj zabalowałem i miałem prawo się wyspać.- powiedział i wyminął mnie. 

   Dwie godziny później:

  Siedziałam w limuzynie w towarzystwie Roberta, ale nie warzyłam się na niego nawet spojrzeć. Był ohydny, okropny i nic nie wart. Nie można było na nim w ogóle polegać.
    -Dobra. Muszę poznać tę... Jak ona miała na imię?-powiedział łapiąc za mój podbródek.  Wyrwałam się mu i zacisnęłam dłonie w pieści, by go nie uderzyć.
    -Nie dotykaj mnie...- wysyczałam po czym dodałam.- Mikayla.Pamiętaj, że to moja przyjaciółka.- powiedziałam po czym wysiadłam.  Dla Roberta nie miałam skrupułów. Już od jakiegoś czasu ślinił się na mój widok, ale o dziwo zachowywał się chamsko. Przeszliśmy przez ogromne drzwi. Posłałam uśmiech recepcjonistce imieniem Kate, a ta go odwzajemniła. Próba jeszcze trwała. Camilla jak zwykle męczyła naszych tancerzy morderczym treningiem. Weszliśmy do wielkiej sali z lustrami i nagle wszyscy zamarli. Wyszukałam w tłumie Kayle i posłałam jej pocieszający uśmiech. Wyglądała na wymęczoną i padniętą. Nic dziwnego pierwsze dni zawsze są trudne.
    -Witam moich kochanych tancerzy!- wrzasnął Robert przechadzając się po sali między rzędami młodych ludzi. Przystanął przed Mikaylą i pięknie się do niej uśmiechnął. Ścisnęło mnie w żołądku, ale powstrzymałam się żeby nie wybuchnąć.
     -Camilla wybrałaś już skład?-spytałam, podchodząc do blondynki. Ta przytaknęła i rozejrzała się po sali.
     -Will, Doris, Connie i Matt.- powiedziała  nakazując im wzrokiem wystąpić. Całą czwórka ubrana była w czarne dresy. Byli jednak w lepszym stanie od Mikayli. Widać było, że przywykli do jej ćwiczeń.
     -Dobra. Chcę się z wami spotkać...- przerwał mi dzwonek mojego telefonu. Wyjęłam go i odczytałam imię Evan. Wymieniliśmy się numerami po tym zajściu na środku placu. Westchnęłam i wcisnęłam czerwoną słuchawkę po czym wróciłam do mojej rozmowy z wybranymi.- ... po treningu. Camilla chyba na dziś skończyłaś? I tak trzymałaś ich za długo.- powiedziałam uśmiechając się do niej. Nie byłyśmy w przyjaznych stosunkach, ale udawałyśmy przed ludźmi. Nie widząc reakcji z jej strony nakazałam spojrzeniem zakończyć trening.
    -Widzimy się jutro o ósmej. Tym razem wszyscy mają być punktualnie.-powiedziała patrząc na Kayle, która po rozmowie z Robertem kierowała się w stronę wyjścia. Zatrzymałam ją jednym ruchem.
    -Ty zostań.- dodałam i wskazałam żeby dołączyła do grupy. Zaskoczona dziewczyna zrobiła co kazałam. Gdy na sali zostali tylko tych których wymieniła Camilla, ona sama, ja i Robert. Przystąpiłam do przemowy.
    -A więc tak. Za równy tydzień mamy występ charytatywny. Zjedzie się wielu ludzi, którzy mogą otworzyć wam drzwi do kariery. Wasza piątka została wybrana z całej grupy by zatańczyć...
    -Jak to piątka? O ile wiem Camilla przeczytała czwórkę.- wtrącił Will. Posłałam mu delikatny uśmiech i wskazałam palcem na Kaylę by podeszła. Moja przyjaciółka zrobiła to posłusznie i stanęła u mego boku.
   - Nie wiem od kiedy jesteście na ty, bo w końcu wasza choreografka nie pozwala na to, ale mniejsza o to. Ja zdecydowałam, że Mikayla również zatańczy.- zdenerwowany Will zacisnął dłonie w pięści i podszedł bliżej mnie tak, że prawie dotykałam nosem jego klatki piersiowej.
   - Niektórzy walczą o to od trzech lat, a ona przychodzi na jeden trening i już?! Powaliło się całkiem?! Weź kogoś innego! Nie ją!- uniosłam jedną brew zaskoczona i cicho się zaśmiałam.
    -Nie zapominasz się przypadkiem Williamie? Pamiętaj, że i ja i Robert mamy takie prawo by cię wyrzucić, choćby za ten brak szacunku.- powiedziałam krzyżując dłonie na piersi.
    -Pieprzyć prawo! Ona...-zaczął wskazując głową na ciemnowłosą.- Nie zatańczy.
    -O tym decyduję ja i Camilla.- powiedziałam i pchnęłam go lekko.- A wiec wracając do rzeczy. Macie tydzień by zapoznać się z układem, wyćwiczyć go do perfekcji dlatego narzucam wam dodatkowe zajęcia codziennie od osiemnastej do dwudziestej pierwszej. Myślę, ze to już wszystko. Robert?-spojrzałam na niego znacząco, a ten przytaknął.
     -Liczę na was i mam nadzieję, ze pokarzecie się z jak najlepszej strony. Pamiętajcie, że nawet jeśli się pomylicie, nic się nie stało.- no tak w końcu to ja byłam tu tym czarnym charakterem.
***
          - No zjedz.- powiedziałam podając jej talerzyk z ciastem. Nie miałam pojęcia czemu nie chce zjeść. Przeważnie obie objadałyśmy się słodkościami, a Kayla mimo, że patrzyła na kalorie nie odmawiała sobie.
     -Nie. Nie mam ochoty zrozum.- odparła siadając na kanapie i podkulając kolana.
     -Było aż tak źle?-spytałam gdy rozbrzmiał dzwonek do drzwi. Nie miałam pojęcia kto to może być.- Chwila.- powiedziałam podchodząc do drzwi i otwierając. Za nimi stał Evan. Uśmiechał się do mnie.  Znowu zatopiłam się w tych jego oczach.
     -Co tu robisz?- spytałam zaskoczona patrząc na zegarek na ręce. Piętnasta. Nie powinien sprzedawać hot-dogów?
     -Wpadłem do ciebie. Nie odbierasz...- westchnęłam cicho. Całkiem zapomniałam o tym jego telefonie.
     -Zapomniałam...-wyszeptałam sama do siebie i w puściłam go do środka.- Przepraszam. Byłam w pracy i właściwie zaraz znów idę.
      -No dobra. Może spotkamy się jutro?- cieszyło mnie, że był taki uparty, ale z drugiej strony trochę denerwowało.- Mój kumple organizuje imprezę. Mikayla może też przyjdzie?
      -Kayla słyszysz?! Jesteś chętna?-skrzyknęłam z salonu, ale nie zyskałam odpowiedzi. Wyjrzałam do salonu i spotkałam zaskoczone spojrzenie szatynki.- Chcesz iść na imprezę?

______
Od Akwamaryn: Co tu mogę dodać... Nie ma właściwie co. Nie podoba mi się. Nie wyszedł mi... Wiem, że zanudzam i w ogóle końcowa akcja beznadziejna, ale cóż...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz