Mikayla...
Pożegnałam się z Clarie, po czym skierowałam do swojej łazienki. Napełniłam wannę wodą i wlałam do niej " odprężający" płyn do kąpieli, tak, że po chwili cała łazienka była w pianie. Następnie ściągnęłam z
siebie sukienkę i stanęłam przed lustrem. Odgarnęłam włosy na plecy i przyjrzałam się sobie. Dotknęłam dłonią brzucha i zatoczyłam na nim okręg. Kiedyś był płaski, a teraz... Może rzeczywiście byłam za gruba jak na tancerkę? Przypomniałam sobie krótki wierszyk, którego uczyłam się w trzeciej klasie i który uwielbiałam:
" Tancerka powinna być zwinna niczym kot,
posiadać grację łabędzia,
skoczność wiewiórki,
a przy delikatność motyla
i lekkość płatka kwiatu,
powinna umieć rozmawiać z publiką,
bez słów, gestami jedynie,
umieć doprowadzić do śmiechu, łez, strachu,
najpiękniejsze bajki mowa ciała opowiadać"
Wzięłam głęboki oddech i szepnęłam do siebie:
- Czas zacząć odchudzanie, Mikaylo...
Kilka godzin później...
Weszłam do sali piętnaście minut przed rozpoczęciem treningu. Była już niemal połowa tancerzy - rozciągali się, śmiali i żartowali. Rzuciłam torbę na ławkę i rozglądnęłam się dookoła. Zupełnie nie miałam pojęcia co robić. Z opresji wyrwał mnie czyiś głoś.
- Hej, nowa! Mika... Miśka! - Odwróciłam się gwałtownie, szukając źródła głosu. Okazała się nim szatynka z wielkimi zielonymi oczami i szerokim uśmiechem. Machała do mnie, jednocześnie pokazując bym podeszła. Siedziała razem z 4 innych dziewcząt. Niepewnie podeszłam i przysiadłam się do nich.
- Jestem Angela. To Vicky, Jade, Destiny i Betty. - przedstawiła się. Uśmiechnęłam się lekko na znak przywitania. Żadna jednak nie zareagowała.
- Jak to zrobiłaś? - spytała Angela.
Spojrzałam na nią zdezorientowana.
- Co?
- Dostałaś się do grupy... Wiesz z Willem, Connie, Mattem i Doris. Byłaś tylko na jednym treningu...
Uśmiechnęłam się zakłopotana. Byłam bardzo wdzięczna Clarie, że kazała mnie wpuścić do grupy, jednakże czułam zakłopotanie tym, że inni ciężko na to pracowali, a mi wystarczała przyjaźń z Clarie.
- No cóż... Ja...
Angela podniosła jedną brew.
- Myślisz, że jak przyjaźnisz się z Clarie, to wszystko ci wolno? Możesz zgrywać nie wiadomo kogo? Posłuchaj, wszyscy ciężko pracujemy tu od niemal dwóch lat na to miejsce, a ty se wchodzisz i masz już załatwione... I sądzisz, że jesteś jakimś ogromnym talentem, mamy cie traktować jakoś specjalnie, bo zechciało ci się przyjść na trening... Ciesz się, ze jeszcze cię nie wywalili.. Nie dość, że jesteś beztalenciem, w dodatku tłustym, to jeszcze zamierzasz gwiazdorzyć?! Lepiej uważaj z kim zadzierasz, bo jeszcze będziesz błagać by cię zwolnili...
Siedziałam z otwartymi ustami, wpatrując się w Angelę. Po chwili jednak zacisnęłam zęby, wzięłam głęboki oddech i zaczęłam:
- Słuchaj, jeśli myślisz, że... - Angela prychnęła i podniosła się z ziemi, a za nią pozostała 4.
- Nie pouczaj mnie. Nie będę się stosować do takich zasady jakich ty chcesz... Jesteś żałosna... - przerwała mi, po czym wszystkie ominęły mnie i przeniosły się do grupki chłopaków. Zdążyłam jeszcze zauważyć pogardliwych uśmiech Willa, nim głos Camilli rozkazał ustawić się w szeregu.
Nie mogłam przestać myśleć o słowach Angeli. A więc wszyscy uważali mnie tu za rozpuszczonego bachora, zawdzięczającemu wszystko tylko Clarie? Każdy mnie nienawidził, dlatego, że dostałam miejsce w grupie "honorowych". W sumie nie dziwiłam się im... Wlazłam do grupy, jeden trening, jedno słowo Clarie i jestem w wybranych... Sama sobą gardziłam.
- Koniec treningu! - wykrzyknęła Camilla, wyłączając muzykę parę godzin później. - Zostaje tylko czwórka... A przepraszam, PIĄTKA, wybranych...
Próbowałam nie pokazać żadnej reakcji, gdy wszyscy rzucili mi nienawistne spojrzenia.
Will, Connie, Doris i Matt ustawili się na środku sali, ja stanęłam bardziej z tyłu. Camilla zaczęła uczyć nas układu, ignorując mnie całkowicie. Nie poprawiała, nie patrzyła w moją stronę - rozmawiała tylko z tą czwórką.
Trening zakończył się wpół do 21. Connie i Doris wyszły razem, Matt z Camillą. Zostałam tylko ja i Will. Zerknęłam w jego kierunku, po czym zebrawszy się na odwagę, podeszłam.
- Will, ja... Chciałam się przeprosić... - zaczęłam, a nie widząc reakcji z jego strony, ciągnęłam: - Clarie wybrała mnie bez mojej wiedzy.. Nawet nie wiedziałam, że jest coś takiego... Przepraszam, jak chcesz mogę to odwołać, nie chciałam wywołać zamieszania...
Szatyn wyprostował się i spojrzał na mnie ze złością.
- Oczywiście, że nie wiedziałaś. I na pewno nie chciałaś się tam dostać. Na pewno nie namówiłaś Clarie. - odpowiedział z sarkazmem. - Wiesz dla nas to jest awans, wielka szansa. Ty sobie weszłaś i już masz. Bo znasz Clarie. I teraz jeszcze próbujesz się podlizać... Wiesz, nie poniżaj się. Nienawidzę takich osób jak ty. Myślisz, że jesteś Bóg wie kim, najlepsza, najpiękniejsza, a tak naprawdę gówno potrafisz.. I jeszcze robisz z siebie głupią.. Od małego dostawałaś to co chciałaś? Widzisz, niektórzy tak nie mają. I jeszcze dziwisz się, że nienawidzą cię. Za kogo ty się masz? ... Zejdź mi z oczu, bo nie bije kobiet.
Spuściłam wzrok, biorąc głęboki wdech. Gdy tylko usłyszałam trzaśnięcie drzwiami, usiadłam na podłodze, podwijając kolana pod brodę.
_____________________________
Od Boddie: Miałam do niego dwa podejścia... Początek mi się nie podoba, potem bardziej... Mam nadzieję, że jest trochę mniej nudno jak w poprzednim, który pisałam.. Choć jak dla mnie akcja i tak jest powolna, ale..xD Postaram się to zmienić :3
Cały pomysł na bloga strasznie mi się podoba !
OdpowiedzUsuńHistoria jest dobrze dopracowana :)
Naprawdę współczuję Mikayli :) Mam nadzieję ,że zaczną ją w końcu akceptować i należycie traktować. Bardzo dobry rozdział Boddie :)
Czekam na nn :*
Dawno mnie nie było na blogspocie i jak widzę mam sporo do nadrabiania, ale powiem Ci, że czas zmarnowany na czytanie tego to czas doskonale wykorzystany ! Świetny jest, jednym słowem. Albo innymi słowy : Me gusta. Haha. : D
OdpowiedzUsuń