Mikayla...
Trzy tygodnie wcześniej...
Czemu mu zaufałam? Wtedy na pewno miałam jakiś racjonalny powód.
Teraz nie wiedziałam. Nie pamiętałam.
Stałam przed opuszczonym domostwem w jednej z gorszych dzielnic. Wszędzie gdzieś tu kręcili się zboczeńce, złodzieje, bezdomni, pedofile, ćpuni i ludzie z problemami. A jednak to tu miałam znaleźć Willa.
Gdy pytałam grupę, gdzie mogę go znaleźć nikt nie był chętny do udzielenia mi pomocy. Wykręcali się od udzielania mi odpowiedzi, albo w ogóle udawali, że nie usłyszeli. Dopiero Andy - drugi wyrzutek, zaraz po mnie - po przekupstwie podał mi adres.
Czemu mu zaufałam?
Miałam ogromną ochotę zadzwonić po taksówkę i uciekać stąd najszybciej jak się da. Może popadałam w paranoje, ale czułam się obserwowana. Jakby zaraz ktoś - lub coś - miało na mnie wyskoczyć, żywcem obedrzeć ze skóry i zjeść. Zresztą jadąc tu widziałam wystarczająco dużo ludzi by wiedzieć, że potrafiliby to zrobić.
Wzięłam głęboki oddech i siląc się na spokój, przeszłam przez zardzewiałą bramkę do domostwa.
Przy drzwiach zawahałam się. Zapukać? To głupie, przecież nikt by tu nie mieszkał. A może jednak? Skoro tu właśnie miałam znaleźć Willa... Boże, jestem w dzielnicy, gdzie każdy ostrzy sobie nóż na mnie, a ja się martwię czy zapukać?!
Delikatnie otworzyłam drzwi. Zesztywniałam, gdy zaskrzypiały. Przez chwilę nasłuchiwałam odgłosu kroków, nie słysząc jednak nic wsunęłam się do środka.
Dom był naprawdę ogromny. Po prawej i lewej znajdowały się wejścia do innych pomieszczeń - jedno z nich zostało zabite deskami. Naprzeciw mnie wznosiły się schody - brakowało paru stopni.Oprócz nich nie znajdowało się tu nic innego. Mając dziwne przeczucie, że schody zawalą się jak tylko na nie chuchnę, skierowałam się do jedynego możliwego wyjścia - drzwi po lewej.
Moje kroki rozchodziły się echem po każdym pomieszczeniu. Śmierdziało stęchlizną. Po pomieszczeniach roznosiły się odór czegoś gnijącego.Wszędzie były albo deski albo pajęczyny. Od czasu do czasu odłamki metalu. Po kilku minutach bezsensownego "zwiedzania" budynku, zatrzymałam się wściekła.
Andy mnie okłamał. Nie ma tu nic oprócz...
Zesztywniałam. Albo tracę zmysły albo usłyszałam czyjeś głosy pode mną. Zagryzłam wargę, by nie uciec. Musiałam odnaleźć Willa. Tylko gdzie tu do diabła są schody do piwnicy? Ach...Pewnie przejście zostało ukryte pod jakimiś deskami lub pudłami.
Jak ja kocham ten dzień, pomyślałam ze złością, odgarniając na bok śmieci. Przynajmniej nie robiłam tego na darmo, bo po chwili wyłoniła się klapka. Przygotowana na opór z jej strony, użyłam całej swojej siły by pociągnąć sznureczek... Wylądowałam na pupie - widocznie klapka byłą otwierana często i nie sprawiała problemu.
- Kto to? - usłyszałam.
Wstrzymałam oddech. Musiałam narobić okropnego hałasu. Na pewno tu już idą.. A jeśli nie będzie wśród nich Willa?
Po chwili pojawił się odgłos kroków. Najpierw z dala, następnie z coraz bliższa. Podkuliłam kolana przygotowując się na ból. Pewnie miał pistolet. Na ścianie zobaczyłam już cień mężczyzny. Jestem giętka, ale 2 metrowemu facetowi nie...
Zagryzłam wargę by się nie zaśmiać. Z otworu wyszedł karzeł... Z patelnią w ręce. Nie wiem czy miałby metr. Widząc mnie opuścił przedmiot i uśmiechnął się szeroko.
- Ej, chłopcy! Patrzcie no, co nam tu zawitało! - wrzasnął, łapiąc mnie za rękę. Uśmiech znikł z mojej twarzy, gdy pociągnął mnie do otworu. Nie spodziewałam się, że może być na tyle silny, bym nie dała się mu rady wyrwać.
Niemal ciągnąć mnie po ziemi, karzeł wszedł do bardziej już zadbanego pokoju. Lampa naftowa ustawiona na parapecie oświetlała połowę okna. Gdzieś z tyłu poustawiane został meble. Śmierdziało tu alkoholem. Na środku pomieszczenia leżał mały stoliczek otoczony stosem puf. Na nich siedziało 5 mężczyzn. Nie zdążyłam się im przypatrzeć, gdy karzeł popchnął mnie do przodu z dość sporą jak na niego siłą. Uderzyłam w jednego z nich, ale włosy zasłoniły mi całkowity widok.
- No,no,no, cóż to za... - Mężczyzna odgarnął mi włosy i zamarł.
Will! Niemal westchnęłam z radości.
- ...Niunia...- dokończył wolno.
Gapił się na mnie z otwartą buzią, całkowicie ignorując pozostałych facetów. Po chwili jego twarz wykrzywił grymas wściekłości. Chwycił mnie za nadgarstek, wstał ciągnąc za sobą i skierował się do wyjścia.
- Ależ, Will...- odezwał się jeden z mężczyzn. Był chyba pijany. Jak zresztą każdy tutaj. Kiwali się na krzesłach, ledwo utrzymując przytomność. Czyżby karzeł robił za ochroniarza? - Nie możesz zabrać całej zdobyczy tylko dla siebie... Podziel się.
- Obiecuje, że wam ją oddam, jak tylko sam skończę - odpowiedział szybko szatyn. Spojrzałam na niego z przerażeniem.
- Byle szybko. Jestem... Napalony - usłyszałam jeszcze.
Will wypchnął mnie z pomieszczenia, zatrzaskując klapkę.
- Głupia! Co ty tu do cholery robisz! Gdyby mnie nie było, byłabyś właśnie gwałcona! Powaliło cię?! - wrzasnął.
Wstałam z ziemi.
- Robię tu to samo co ty robiłeś u mnie - odparłam, siląc się na pogodny ton.
Will prychnął.
- Spieprzaj stąd nim wejdą dać sobie upust! - warknął.
Kiwnęłam głową.
- Pójdę. Tylko najpierw chcę ci podziękować.
Szatyn zmierzwił sobie włosy, wzdychając.
- Nie masz czego. A teraz już, spadaj...- powiedział, popychając mnie w stronę drzwi.
Zatrzymałam się, odpychając delikatnie jego dłonie.
- Gdyby nie ty nie żyłabym. Wykrwawiłabym się tam na śmierć. Dziękuje. - Znów odepchnęłam jego dłonie. - Jakby co, zawsze służę pomocą... Jakbyś czegoś potrzebował...
- Cholera, właśnie tu zebrało ci się na tkliwe gadki?
- Skoro, nie przychodzisz na treningi... - zaczęłam.
Wypchnął mnie z pokoju.
- Stęskniła się, jakie to urocze - odpowiedział z sarkazmem chłopak.
- Dlaczego wciąż cię nie ma? - zapytałam, opierając się o drzwi wyjściowe.
Will przewrócił oczami.
- Taniec to nie najważniejsza rzecz w życiu. Zapamiętaj. - Sięgnął do klamki, jednak zasłoniłam ją ciałem.
- Przepraszam cię za Evana. Clarie opowiedziała mi co się stało.
Szatyn westchnął ciężko.
- Słuchaj, nic się nie stało. Każdy by tak zrobił. Może cię nie lubię, ale nie pozwoliłbym ci umrzeć. Spodziewałaś się, że będę stał i podziwiał jak się wykrwawiasz? A Evan... Kiedyś się o coś posprzeczaliśmy, teraz boi się o każdą dziewczynę z którą mam kontakt. Możesz już iść? Proszę! - Znów sięgnął do klamki, ale przylgnęłam do drzwi mocniej. - Wiesz, że z łatwością cię podniosę, prawda?
- Jakby było coś co bym mogła dla ciebie...
- Tak, wiem. Przyjdę do ciebie, jeśli... A wiesz co? Jest taka rzecz. - Pokiwałam głową, uśmiechając się. Will pochylił się i powiedział - Pojedź ze mną do Garry`ego.
Przestałam się uśmiechać. Do Garry`ego? Ale... Clarie...
Gdzieś z tyłu pojawił się czyiś głos i dźwięk kroku. Spojrzałam ponad ramieniem szatyna, a ten korzystając z mojej chwili nieuwagi, wypchnął mnie na zewnątrz.
Przez chwilę jeszcze stałam przed drzwiami domostwa, nim wyciągnęłam komórkę i w pośpiechu wybrałam numer.
- Clarie? Mogłabyś po mnie podjechać? - powiedziałam, otwierając zardzewiałą bramkę.
_________________________
Od Boddie: Mam nadzieję, że nie zanudziłam was na śmierć :P Nie mogłam jakoś zacząć tego rozdziału... Miałam do niego kilkadziesiąt podejść, przez godzinę główkowałam jak zacząć... Włączyłam nawet Pamiętniki Wampirów, by mieć wenę. I wyszło jakoś tak.. Może być? :>
Czemu mu zaufałam? Wtedy na pewno miałam jakiś racjonalny powód.
Teraz nie wiedziałam. Nie pamiętałam.
Stałam przed opuszczonym domostwem w jednej z gorszych dzielnic. Wszędzie gdzieś tu kręcili się zboczeńce, złodzieje, bezdomni, pedofile, ćpuni i ludzie z problemami. A jednak to tu miałam znaleźć Willa.
Gdy pytałam grupę, gdzie mogę go znaleźć nikt nie był chętny do udzielenia mi pomocy. Wykręcali się od udzielania mi odpowiedzi, albo w ogóle udawali, że nie usłyszeli. Dopiero Andy - drugi wyrzutek, zaraz po mnie - po przekupstwie podał mi adres.
Czemu mu zaufałam?
Miałam ogromną ochotę zadzwonić po taksówkę i uciekać stąd najszybciej jak się da. Może popadałam w paranoje, ale czułam się obserwowana. Jakby zaraz ktoś - lub coś - miało na mnie wyskoczyć, żywcem obedrzeć ze skóry i zjeść. Zresztą jadąc tu widziałam wystarczająco dużo ludzi by wiedzieć, że potrafiliby to zrobić.
Wzięłam głęboki oddech i siląc się na spokój, przeszłam przez zardzewiałą bramkę do domostwa.
Przy drzwiach zawahałam się. Zapukać? To głupie, przecież nikt by tu nie mieszkał. A może jednak? Skoro tu właśnie miałam znaleźć Willa... Boże, jestem w dzielnicy, gdzie każdy ostrzy sobie nóż na mnie, a ja się martwię czy zapukać?!
Delikatnie otworzyłam drzwi. Zesztywniałam, gdy zaskrzypiały. Przez chwilę nasłuchiwałam odgłosu kroków, nie słysząc jednak nic wsunęłam się do środka.
Dom był naprawdę ogromny. Po prawej i lewej znajdowały się wejścia do innych pomieszczeń - jedno z nich zostało zabite deskami. Naprzeciw mnie wznosiły się schody - brakowało paru stopni.Oprócz nich nie znajdowało się tu nic innego. Mając dziwne przeczucie, że schody zawalą się jak tylko na nie chuchnę, skierowałam się do jedynego możliwego wyjścia - drzwi po lewej.
Moje kroki rozchodziły się echem po każdym pomieszczeniu. Śmierdziało stęchlizną. Po pomieszczeniach roznosiły się odór czegoś gnijącego.Wszędzie były albo deski albo pajęczyny. Od czasu do czasu odłamki metalu. Po kilku minutach bezsensownego "zwiedzania" budynku, zatrzymałam się wściekła.
Andy mnie okłamał. Nie ma tu nic oprócz...
Zesztywniałam. Albo tracę zmysły albo usłyszałam czyjeś głosy pode mną. Zagryzłam wargę, by nie uciec. Musiałam odnaleźć Willa. Tylko gdzie tu do diabła są schody do piwnicy? Ach...Pewnie przejście zostało ukryte pod jakimiś deskami lub pudłami.
Jak ja kocham ten dzień, pomyślałam ze złością, odgarniając na bok śmieci. Przynajmniej nie robiłam tego na darmo, bo po chwili wyłoniła się klapka. Przygotowana na opór z jej strony, użyłam całej swojej siły by pociągnąć sznureczek... Wylądowałam na pupie - widocznie klapka byłą otwierana często i nie sprawiała problemu.
- Kto to? - usłyszałam.
Wstrzymałam oddech. Musiałam narobić okropnego hałasu. Na pewno tu już idą.. A jeśli nie będzie wśród nich Willa?
Po chwili pojawił się odgłos kroków. Najpierw z dala, następnie z coraz bliższa. Podkuliłam kolana przygotowując się na ból. Pewnie miał pistolet. Na ścianie zobaczyłam już cień mężczyzny. Jestem giętka, ale 2 metrowemu facetowi nie...
Zagryzłam wargę by się nie zaśmiać. Z otworu wyszedł karzeł... Z patelnią w ręce. Nie wiem czy miałby metr. Widząc mnie opuścił przedmiot i uśmiechnął się szeroko.
- Ej, chłopcy! Patrzcie no, co nam tu zawitało! - wrzasnął, łapiąc mnie za rękę. Uśmiech znikł z mojej twarzy, gdy pociągnął mnie do otworu. Nie spodziewałam się, że może być na tyle silny, bym nie dała się mu rady wyrwać.
Niemal ciągnąć mnie po ziemi, karzeł wszedł do bardziej już zadbanego pokoju. Lampa naftowa ustawiona na parapecie oświetlała połowę okna. Gdzieś z tyłu poustawiane został meble. Śmierdziało tu alkoholem. Na środku pomieszczenia leżał mały stoliczek otoczony stosem puf. Na nich siedziało 5 mężczyzn. Nie zdążyłam się im przypatrzeć, gdy karzeł popchnął mnie do przodu z dość sporą jak na niego siłą. Uderzyłam w jednego z nich, ale włosy zasłoniły mi całkowity widok.
- No,no,no, cóż to za... - Mężczyzna odgarnął mi włosy i zamarł.
Will! Niemal westchnęłam z radości.
- ...Niunia...- dokończył wolno.
Gapił się na mnie z otwartą buzią, całkowicie ignorując pozostałych facetów. Po chwili jego twarz wykrzywił grymas wściekłości. Chwycił mnie za nadgarstek, wstał ciągnąc za sobą i skierował się do wyjścia.
- Ależ, Will...- odezwał się jeden z mężczyzn. Był chyba pijany. Jak zresztą każdy tutaj. Kiwali się na krzesłach, ledwo utrzymując przytomność. Czyżby karzeł robił za ochroniarza? - Nie możesz zabrać całej zdobyczy tylko dla siebie... Podziel się.
- Obiecuje, że wam ją oddam, jak tylko sam skończę - odpowiedział szybko szatyn. Spojrzałam na niego z przerażeniem.
- Byle szybko. Jestem... Napalony - usłyszałam jeszcze.
Will wypchnął mnie z pomieszczenia, zatrzaskując klapkę.
- Głupia! Co ty tu do cholery robisz! Gdyby mnie nie było, byłabyś właśnie gwałcona! Powaliło cię?! - wrzasnął.
Wstałam z ziemi.
- Robię tu to samo co ty robiłeś u mnie - odparłam, siląc się na pogodny ton.
Will prychnął.
- Spieprzaj stąd nim wejdą dać sobie upust! - warknął.
Kiwnęłam głową.
- Pójdę. Tylko najpierw chcę ci podziękować.
Szatyn zmierzwił sobie włosy, wzdychając.
- Nie masz czego. A teraz już, spadaj...- powiedział, popychając mnie w stronę drzwi.
Zatrzymałam się, odpychając delikatnie jego dłonie.
- Gdyby nie ty nie żyłabym. Wykrwawiłabym się tam na śmierć. Dziękuje. - Znów odepchnęłam jego dłonie. - Jakby co, zawsze służę pomocą... Jakbyś czegoś potrzebował...
- Cholera, właśnie tu zebrało ci się na tkliwe gadki?
- Skoro, nie przychodzisz na treningi... - zaczęłam.
Wypchnął mnie z pokoju.
- Stęskniła się, jakie to urocze - odpowiedział z sarkazmem chłopak.
- Dlaczego wciąż cię nie ma? - zapytałam, opierając się o drzwi wyjściowe.
Will przewrócił oczami.
- Taniec to nie najważniejsza rzecz w życiu. Zapamiętaj. - Sięgnął do klamki, jednak zasłoniłam ją ciałem.
- Przepraszam cię za Evana. Clarie opowiedziała mi co się stało.
Szatyn westchnął ciężko.
- Słuchaj, nic się nie stało. Każdy by tak zrobił. Może cię nie lubię, ale nie pozwoliłbym ci umrzeć. Spodziewałaś się, że będę stał i podziwiał jak się wykrwawiasz? A Evan... Kiedyś się o coś posprzeczaliśmy, teraz boi się o każdą dziewczynę z którą mam kontakt. Możesz już iść? Proszę! - Znów sięgnął do klamki, ale przylgnęłam do drzwi mocniej. - Wiesz, że z łatwością cię podniosę, prawda?
- Jakby było coś co bym mogła dla ciebie...
- Tak, wiem. Przyjdę do ciebie, jeśli... A wiesz co? Jest taka rzecz. - Pokiwałam głową, uśmiechając się. Will pochylił się i powiedział - Pojedź ze mną do Garry`ego.
Przestałam się uśmiechać. Do Garry`ego? Ale... Clarie...
Gdzieś z tyłu pojawił się czyiś głos i dźwięk kroku. Spojrzałam ponad ramieniem szatyna, a ten korzystając z mojej chwili nieuwagi, wypchnął mnie na zewnątrz.
Przez chwilę jeszcze stałam przed drzwiami domostwa, nim wyciągnęłam komórkę i w pośpiechu wybrałam numer.
- Clarie? Mogłabyś po mnie podjechać? - powiedziałam, otwierając zardzewiałą bramkę.
_________________________
Od Boddie: Mam nadzieję, że nie zanudziłam was na śmierć :P Nie mogłam jakoś zacząć tego rozdziału... Miałam do niego kilkadziesiąt podejść, przez godzinę główkowałam jak zacząć... Włączyłam nawet Pamiętniki Wampirów, by mieć wenę. I wyszło jakoś tak.. Może być? :>
JAK NAJBARDZIEJ TAK !
OdpowiedzUsuńPrzecież wiesz, że ja jestem fanką Twojego pisania, haha : ) Rozdział ciekawy i to bardzo. Niby jej nie lubi, ale jednak coś ... coś się dzieje, haha ^^ Czyli można powiedzieć, że tak jak prosiłam, żeby oni byli razem, haha. Wiem, głupia jestem, bo wy już macie wszystko ustalone, ale ... ale jak oni nie bd razem to każę Ci pisać inne zakończenie, chociażby tylko dla mnie, haha : D I wg czego on od niej chce ? : O U lala, nie mogę się doczekać następnego rozdziału ^^
Plus mam małą prośbę, usuń ten kod literowy, wkurza mnie już, haha : )
Jestem trochę zagubiona co do rozdziału ale to nie z twojej winy :)
OdpowiedzUsuńCałkiem fajny :)
Czekam na rozdział Akwamaryn !