wtorek, 21 sierpnia 2012

[9]- I tak w ogóle... Jesteś świetnym pocieszycielem.

Clarie...
   Stałam jak wryta patrząc w miejsce gdzie przed chwilą jeszcze stałą Miki. Nie mogłam uwierzyć, że to powiedziała, że krzyknęła na mnie. Uważałam ją za prawdziwą przyjaciółkę, a ona tak po prostu powiedziała mi, że nic dla niej nie znaczę. Do oczu napłynęły mi łzy. Chciałam wejść do jej pokoju i dać jej w twarz mówiąc przy tym, że mam dość jej egoistycznego zachowania, ale powstrzymał mnie fakt, że mogę się przy tym rozkleić jak dziecko. Wyszłam z domu trzaskając drzwiami i ruszyłam w kierunku parku. Chciałam pomyśleć, ochłonąć i zobaczyć wszystko na spokojnie. Nie mogłam reagować pod wpływem impulsu, a poza tym od nerwów bolało mnie serce i głowa. Ta białaczka to było coś okropnego. Ledwo chodziła, a kiedy biegałam musiałam przystopować po kilku minutach truchciku. Chciałam znów biegać jak kiedyś. Wykończona marszem usiadłam pod jednym z drzew. Zamknęłam oczy i wciągnęłam powietrze w płuca. Pachniało jesienią, która zbliżała się do nas powoli i mozolnie. Podkuliłam kolana pod brodę i wzięłam kilka głębokich wdechów zanosząc się płaczem. Po moich policzkach zaczęły cieknąć łzy, a za mną usłyszałam ciężkie kroki. Ani drgnęłam. Nie obchodziło mnie czy ktoś mnie śledził, czy ktoś mnie zgwałci, czy mnie porwie. Było mi to obojętne. Jeszcze raz wzięłam głęboki wdech i wyczułam znany mi zapach. Ten kto tu szedł był mi bliski i to bardzo. Sama nie wiem czego od niego oczekiwałam, ale było mi w jego towarzystwie dobrze. Był jak... Jak brat, choć może to złe porównanie. Może bardziej jak przyjaciel, który może przytulić w każdej chwili, pomóc i pocałować w czoło mówiąc, ze przecież może być gorzej.
   Ktoś usiadł obok mnie dłonią ocierając mi policzki z łez. Poprawiłam po nim po czym blado się uśmiechnęłam. Chyba zasługiwałam na trochę czułości. Nie zwracając uwagi na mijających nas ludzi wtuliłam się w tors Evana zanosząc się płaczem. Tak dawno nie było mi tak źle. No w końcu, pierwszy raz w życiu usłyszałam że jestem zerem i nikim.
   -Oj nie płacz. Ona nie jest warta twoich łez.- powiedział chłopak głaszcząc mnie po głowie. Wzięłam kilka głębokich wdechów po czym odsunęłam go od siebie.
   -Jeśli już, to ona jest właśnie ich najbardziej warta. Jest dla mnie jak siostra. Nie mogę jej stracić. Evan...- zaczęłam opierając się o drzewo i patrząc gdzieś w niebo. Było takie czyste i jasne jak nigdy. Ani jednej chmurki.- Czy ja jestem zerem?- spytałam, a chłopak tylko cicho się zaśmiał po czym powiedział całkowicie poważnie. 
   -Czy jesteś serem? Nie sądzę. Byłabyś żółta i miała dziury. Nie myślę, że nie jesteś serem.- cicho się zaśmiałam rzucając w niego trawą, którą przed chwilą wyrwałam. Chłopak wytknął mi język po czym przyparł mnie do drzewa.
   -Mówię poważnie.- odpowiedziałam unikając jego wzroku. W końcu jednak nasze spojrzenia skrzyżowały się.
   -Nie. Jak możesz tak myśleć. Jesteś piękna, inteligentna i kochana. Jesteś ideałem kobiety. No może prócz tych wielkich dłoni.- powiedział patrząc na moje ręce. Posłałam mu groźne spojrzenie po czym razem padliśmy na ziemię śmiejąc się.
   -Na serio mam wielkie dłonie?- spytałam leżąc na trawie i patrząc na swoje ręce. Nie wydawały się być duże. 
   -Daj.- powiedział przykładając swoje ręce do moich po czym splatając palce. - Myślę, ze w porównaniu do moich są zgrabne i drobne. W sam raz.- dodał bawiąc się moim palcem. Odchrząknęłam cicho wstając.
   -Wracajmy. Musze sprawdzić co z Mikaylą.- powiedziałam patrząc na chłopaka z wielkim uśmiechem na twarzy.- I tak w ogóle... Jesteś świetnym pocieszycielem.

____
Od Akwamaryn: Jest krótki, ale po prostu musiał taki być. Nie jest zły i trochę na słodziłam, ale teraz... Jestem wkurzona! Tak, wkurzona że aż chciałam wyrzucić w pierwszym odruchu komputer za okno! Tak! Ten rozdział piszę po raz drugi, a dlaczego? Bo pierwszy usunął się. Blogger sobie u mnie grabi i to już jest druga taka akcja. Jeszcze jedna i skoczę normalnie z mostu. Nie wiem co się w ogóle dzieje, ale mam tego serdecznie dość.Z jednej strony myślę, że wyszedł lepiej niż poprzedni, chodź nie mam pojęcia co w nim było bo dopiero dziś zauważyłam żę go nie ma, a pisałam go bardzo dawno temu, a z drugiej chcę się powiesić za to, ze musiałam pisać po raz kolejny. Wiecie co jest jeszcze wkurzające? Że to moje rozdziały zawsze się usuwają, a ja bym chętnie po prostu rozwaliła komputer młotkiem. Nawet gdybym musiała zbierać na kolejny wiele lata. Dobra... Rozpisałam się jak nic, ale musiałam gdzieś wyładować złość na tego popieprzonego bloggera. Uch... Dobra to na tyle.

1 komentarz:

  1. Tak na marginesie ktoś tu mnie nie informował i musiałam przeczytać trzy rozdziały :P
    Ale to nic :)
    Bo są bardzo dobre :)
    Zakochałam się w tej historii ;) Nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy :D
    Pięknie , naprawdę pięknie :)
    Ten rozdział jest naprawdę dobry :)
    I powiem ci szczerze ,że dobrze nawet ,że wyszedł ci taki krótki :P
    Czekam na nn :*

    OdpowiedzUsuń